W tym tekście nie będę (przesadnie) szydził z foliarskiej przenikliwości, ani pytał, gdzie stało studio filmowe, w którym Stanley Kubrick nakręcił rzekomą inscenizację lotu Apollo 11. Nie zamierzam też cofać się do szkoły podstawowej, wyjaśniając dlaczego flaga “faluje” w próżni, pod lądownikiem nie powstaje wielgachny krater, a na zdjęciach nie widać gwiazd. To już zrobili inni. Setki razy.
Dla odmiany proponuję podejść do sprawy od trochę innej strony. Załóżmy na jakiś czas, że internetowi tropiciele spisków mogą mieć rację. Amerykanie rzeczywiście sfabrykowali księżycową transmisję z 1969 roku, a może i wszystkie inne. Zwiedli cały świat, włączając w to patrzących im na ręce Sowietów, naukowców i media. Oszukali prawie każdego.

Teraz zadajmy sobie następujące pytanie:
Jak, do diabła, zdołali utrzymać coś takiego w tajemnicy przez ponad pół stulecia?
Jak mawiał Lord Varys (niekwestionowany autorytet w dziedzinie knowań i intryg): jeżeli tajemnicę zna więcej niż kilka osób, to już żadna tajemnica. To informacja.
Nie chcę przez to powiedzieć, że jako ludzie jesteśmy kompletnie niezdolni do ukrywania swoich celów. Żeby nie szukać daleko, Amerykanie potrafili zbudować tajny kompleks pośrodku niczego, odizolować od świata grupę kilku tysięcy specjalistów i zlecić im skonstruowanie broni masowej zagłady. Tyle tylko, że cała konspiracja miała miejsce w warunkach wojennych, trwała zaledwie dwa lata, a na koniec i tak okazało się, że strzeżony ośrodek w Los Alamos przez większość czasu inwigilowali komuniści.

Dlatego zawsze jakoś trudno było mi dawać wiarę opowieściom o jeszcze większych, globalnych spiskach, skutecznie utrzymywanych w tajemnicy przez pół wieku.
Twój sceptycyzm to żaden argument ani dowód.
Muszę się zgodzić, na razie to tylko subiektywne spostrzeżenie. Okazuje się jednak, że przy odrobinie chęci można to spostrzeżenie podeprzeć twardą i zimną matematyką.
Pora przywołać właściwego bohatera tego wpisu, którym jest irlandzki fizyk i dziennikarz naukowy David Robert Grimes. Jak każdy współczesny popularyzator nauki, Grimes regularnie spotykał się z komentarzami, zarzucającymi mu krycie kłamstw klimatologów, przyjmowanie łapówek od koncernów farmaceutycznych oraz chodzenie na pasku NASA.
W pewnym momencie stwierdził, że ma już dość marnowania kolejnych godzin na tłumaczenie ludziom, jak irracjonalny jest pomysł, że większość naukowców z różnych zakątków globu zajmuje się ukrywaniem prawdy przed społeczeństwem. Postanowił to załatwić po naukowemu. W 2016 roku przedstawił publikację O żywotności przekonań spiskowych, w której pojawił się następujący wzór:

Wygląda złowrogo, ale wyraża intuicję wyrażoną kilka akapitów wyżej. Każda dodatkowa osoba zamieszana w spisek + każdy kolejny rok jego trwania = większemu ryzyku przecieku.
Jeśli wolisz, możesz wyobrazić sobie spisek jako bombę zegarową. Ładunek wybucha, kiedy o sprawie dowiaduje się opinia publiczna.

Im więcej osób, którym powierzono sekret, tym szybsze tykanie zegara.
Jak ustalono tempo “tykania”?
Inspiracją dla Grimesa były prawdziwe amerykańskie spiski, które po jakimś czasie zostały zdemaskowane. W swojej publikacji przywołał on m.in. program PRISM (masowa inwigilacja ujawniona przez Snowdena), eksperyment Tuskegee (nieetyczne badania na czarnoskórych pacjentach chorych na syfilis), skandal laboratorium FBI (fabrykowanie dowodów kryminalistycznych) oraz aferę Watergate (podsłuchiwanie przeciwników politycznych Nixona).
Na podstawie tych przypadków fizyk obliczył, że prawdopodobieństwo wycieku na skutek błędu lub zdrady pojedynczego konspiratora, wynosi około 0,0004% rocznie (1–ψ ≈ 4×10⁻⁶). Co i tak jest, jego zdaniem, bardzo ostrożnym założeniem.
I co ta formuła mówi nam o lądowaniu na Księżycu?
To najlepsza część. Dla przykładu Grimes zastosował swój wzór do czterech szczególnie żywotnych teorii spiskowych.
- Mistyfikacja lądowania na Księżycu. Żeby sfingować lot na Księżyc, NASA musiałaby wtajemniczyć w spisek mniej więcej 411 tys. osób. W tym astronautów, inżynierów, techników, aktorów, reżyserów, operatorów kamery, speców od efektów specjalnych, a także wszystkich pracowników agencji, których w szczytowym okresie programu Apollo było znacznie więcej niż dziś. Przy takim rozmachu, spisek rozpadłby się przed upływem 3 lat i 8 miesięcy. Gdyby więc NASA rzeczywiście sfałszowała lądowanie z 1969 roku, to tajemnica przetrwałaby najdalej do końca 1972.
- Sfabrykowanie dowodów na globalne ocieplenie. Jeśli weźmiemy w rachubę wyłącznie fizyków atmosfery, aktywnie publikujących na temat antropogenicznych zmian klimatu (ok. 30 tys. osób), oszustwo utrzymałoby się niecałe 5 lat. Gdybyśmy natomiast dodali do tego meteorologów, kierowników instytutów badawczych, uniwersytetów i stacji pomiarowych, to grono spiskowców spuchłoby do 405 tys. W takim układzie prawda wyszłaby na jaw, niemal równie szybko jak w przypadku programu Apollo: 3 lata i 9 miesięcy. A ponieważ specjaliści biją na alarm co najmniej od lat 80., część już dawno temu zaczęłaby sypać.
- Spisek szczepionkowy. W minimalnym wariancie (tylko pracownicy WHO i CDC) potrzebowalibyśmy 22 tys. osób. Jednak jeśli dodamy przemysł farmaceutyczny spod znaku Big Pharmy – ulubieńców każdego proepidemika – to już mamy na pokładzie 736 tys. potencjalnych konspiratorów. W wersji rozszerzonej wyniszczanie ludzkości toksycznymi szczepionkami, zostałoby zdemaskowane w 3 lata i 2 miesiące.
- Ukrywanie leku na raka. Gdyby największe koncerny farmaceutyczne rzeczywiście ukrywały lek na raka (w co według Eurobarometru wierzy prawie 40% Polaków), potrzebowałyby zaangażowania 714 tys. badaczy i personelu. Taki sekret wyszedłby na jaw po 3 latach i 3 miesiącach.
Generalna rada Grimesa jest taka: jeżeli chcesz, aby twoje niecne plany pozostały w ukryciu przez co najmniej dekadę, to przezornie nie wtajemniczaj w nie więcej niż kilkaset osób.
Należy przy tym zwrócić uwagę, że funkcja N(t) we wzorze dotyczy liczby zaangażowanych podmiotów w danym momencie, np. na początku spisku. To oznacza, że – o ile spisek nie wymaga ciągłego pielęgnowania lub tuszowania – czas działa na naszą korzyść. Ludzie chorują, starzeją się, spadają ze schodów, zabierając sekret do grobu. Z czasem liczba pamiętających prawdę, będzie naturalnie maleć.

To wszystko tylko niedoskonały model statystyczny, a rzeczywistość jest zawsze bardziej złożona. Jednak bez względu na przyjęte parametry (choć autor i tak był tu konserwatywny), główna konkluzja pozostaje taka sama. Prawdziwe intrygi znane z kart historii – jak wspomniana afera Watergate – obejmowały relatywnie mały krąg zaufanych ludzi, a i tak zazwyczaj wypływały na powierzchnię po zaledwie paru latach.
Powodów do zdrady jest całe mnóstwo. Jednego będą dręczyły wyrzuty sumienia i ciężar życia z niewygodną prawdą. Inny poczuje chęć zemsty na swoich mocodawcach za zwolnienie lub niedocenienie. W grę może wchodzić żądza sławy albo zysku – wiele mediów zapłaci krocie za odpowiednią sensację. Bywa też, że sekret wycieka zupełnie przypadkiem, przez głupi błąd lub chwilową nieostrożność. A naprawdę trudno mieć się na baczności w każdych okolicznościach, przez długie lata. Czasem wystarczy kilka drinków, długi język i niewłaściwe towarzystwo w barze…

Rozmawiając o sekretach, zawsze należy uwzględnić czynnik ludzki. Jeśli więc twoja teoria spiskowa wymaga milczenia dziesiątek albo setek tysięcy ludzi przez całe dekady, to powinna zostać błyskawicznie zdemaskowana. Jeżeli tak się nie stało, to najprawdopodobniej dlatego, że po prostu żadnego spisku nie było. Od strony statystycznej, istnienie długotrwałych, masowych, globalnych megakonspiracji wydaje się praktycznie nierealne.
Może szeregowi uczestnicy spisku są kontrolowani przez małą grupę ludzi na górze?
Żeby kontrolować 100 tys. naukowców, potrzebowałbyś armii kontrolerów, którzy sami staliby się częścią spisku, nadmuchując krąg wtajemniczonych.
Używają zaawansowanych technologii kontroli umysłu!
Ok, więc teraz mamy spisek w spisku. Kto wynalazł tę technologię? Kto i gdzie ją obsługuje?
A co jeśli większość osób nie wie, że uczestniczy w spisku?
To już sensowniejsza uwaga. Faktycznie, model Grimesa w swojej eleganckiej prostocie zakłada, że każdy wtajemniczony zna całość planu i ma identyczną szansę, żeby go ujawnić. Nie uwzględnia hierarchizacji i oszczędnego wydzielania informacji szeregowym wykonawcom, którzy mogą jedynie dokręcać śrubki, przetwarzać dane i wykonywać polecenia, bez znajomości szerszego kontekstu.

Jednak taki scenariusz może zadziałać tylko w specyficznych warunkach. Potrzebna jest doskonała organizacja i żelazna dyscyplina w dystrybuowaniu informacji. Projekt musiałby znajdować się pod ścisłą kontrolą, bez przecieków wewnętrznych, bez improwizacji, bez ludzi chorobliwie ambitnych i przesadnie ciekawskich.
Można to sobie wyobrazić w gronie starannie wyselekcjonowanych szpiegów i żołnierzy, pracujących nad jakimś ultratajnym systemem uzbrojenia. Ale jak miałoby to funkcjonować w środowisku akademickim? Cywilni badacze reprezentujący instytucje rozsiane po całym globie – powiedzmy eksperci od klimatu – nieświadomie produkowaliby zgodnie nieprawdziwe dane? Recenzenci i redaktorzy wszystkich renomowanych czasopism przez dekady udawaliby, że nie widzą powtarzających się fałszerstw? Naciągane jak legginsy z bazaru po trzecim praniu.
Poza brakiem zróżnicowania poziomu wtajemniczenia konspiratorów, praca Grimesa ma jeszcze kilka dyskusyjnych punktów. Krytycy najczęściej zwracają uwagę na ryzyko ugrzęźnięcia w tzw. błędzie przeżywalności.
W tym kontekście polega on na tym, że całe rozumowanie oparto tylko o kilka spisków, które zostały wykryte. A co jeżeli istniały (może nawet istnieją) jakieś wielkie, niesamowicie skuteczne intrygi, które nigdy nie wyszły na jaw? Powstaje paradoks. Zastanawiamy się nad czymś z definicji ukrytym, biorąc pod uwagę tylko to, co zostało odkryte.

Inna wątpliwość jest ciut bardziej złożona. W założeniach Grimesa przeciek to przeciek – sygnalista przerywa zmowę milczenia, alarmuje społeczeństwo i wszyscy są oburzeni. Tyle tylko, że współczesny internet pęka w szwach od “dowodów” dokumentujących chyba każdą wymyśloną teorię spiskową. Skąd mamy wiedzieć, czy w morzu spreparowanych głosówek i realistycznych deepfake’ów nie ma jakiegoś autentycznego materiału? W dobie permanentnej wojny informacyjnej spisek nie musi już być szczelny. Wystarczy, że przeciek nie zostanie potraktowany poważnie.
Kilka niedociągnięć jest…
Nikt nie mówił, że zmierzenie teorii spiskowej będzie łatwe. Formułę Grimesa można traktować z pewnym dystansem, jednak już sama próba sprowadzenia chaotycznego, złożonego i enigmatycznego zjawiska społecznego do wartości liczbowych, jest według mnie warta uwagi. Matematyka ma tę przewagę nad intuicją i emocjami, że zmusza nas do precyzyjnego rozumowania i konfrontacji z konkretnymi danymi.
Wszystkie te rozważania przypominają też, że jedną z głównych przyczyn popularności teorii spiskowych – obok braku wiedzy i umiłowania dla chłopskiego rozumu – jest kompletna nieświadomość skali poszczególnych zjawisk i przedsięwzięć. Bo kiedy ktoś twierdzi, że NASA sfałszowała lądowanie na Księżycu, to zachowuje się, jakby chodziło o zmowę gromadki astronautów i inżynierów, nadzorowanych przez paru krawaciarzy, zamkniętych w zaciemnionym pokoju z cygarami w ustach. Nie wie – albo nie chce wiedzieć – że program Apollo trwał 11 lat, angażował na różnych szczeblach ponad 400 tysięcy ludzi, a jego postępy bacznie obserwowały media (i szpiedzy) z całego świata.
Dlatego kiedy następnym razem trafisz na gagatka głęboko przekonanego o prawdziwości jakiegoś megaspisku, zadaj mu trzy krótkie pytania:
Ile osób musiałoby brać w tym wszystkim udział? Jak długo musieliby milczeć? I czy plan o takiej skali, naprawdę brzmi jak coś prawdopodobnego?
Być może nie zmienisz jego zdania.

Ale przynajmniej nie spędzisz kilku godzin na wyjaśnianiu podstaw fizyki i jałowej dyskusji o “podejrzanych” cieniach na zdjęciach z Księżyca.
A TAK W OGÓLE TO… Chcesz prawdziwego spisku? Dr Jeffrey Wigand, biochemik i były wiceprezes firmy tytoniowej Brown & Williamson, w 1996 roku publicznie ujawnił, że jego koncern w pełni świadomie dodawał do papierosów silnie rakotwórcze substancje chemiczne, mające wzmocnić uzależnienie palaczy. Naukowca próbowano zastraszyć, pozwać i zniszczyć kampanią oszczerstw. Nie pomogło. Wigand wystąpił w znanym programie telewizyjnym 60 Minutes, wywołując polityczne trzęsienie ziemi i przyczyniając się do ugody, która kosztowała branżę tytoniową 200 miliardów dolarów. Tyle wystarczyło: jeden człowiek, który znał prawdę i nie chciał dłużej milczeć.

“…zadaj mu trzy krótkie pytania”
Nie ma sensu. Cały artykuł jest przeznaczony dla ludzi, którzy uznają logiczne rozumowanie — a zwolennicy teorii spiskowych mają gdzieś jakiekolwiek myślenie. Wystarczy, że “połączą kropki” i dla nich już jest wszystko jasne.
Dosłownie parę dni temu miałem taką krótką dyskusję ze zwolennikiem Big Farmy ukrywającej leka na raka. Próbowałem właśnie takiego podejścia — zadawanie pytań.
Odpowiedź jedna, powtarzana w kółko jak z gramofonu: jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Być może inni mają wyuczone inne odpowiedzi, ale dyskusja z takimi ludźmi przypomina często właśnie próbę dyskusji z gramofonem 🙁
Nie przekonuje ich, że nawet miliarderzy tak umierają?
A nie pytałem — ale chyba mogę domyślić się odpowiedzi: “Nie umierają, oni korzystają z tego leku”.
A na wszelkie kontrprzykłady inna odpowiedź: że to ściema i oni dalej żyją i z ukrycia zarządzają swoimi biznesami.
Szuru-buru… szastu-prastu,
nie masz rączek jedenastu! 😀
..a mimo to znajdujesz czas na teksty.
Dzięki za fajny artykuł.
Andrew Wakefield był lekarzem i się wyłamał za co środowisko go zniszczyło i gnębi do dzisiaj ale ten dumnie dalej walczy z kłamstwami big pharmy! Reszta się nie przyłączyła na pewno tylko dlatego że za dużo się im płaci za wszczepianie dzieciom autyzmu. I wielu ludzi go popiera, więc to znaczy że jest więcej uczciwych lekarzy! Czyli to wszystko prawda!!!1111jedenjedenjeden Byłoby łatwiej gdyby nie było ludzie nie dostarczali fałszywych dowodów, a ten przykład pokazuje że spiski potrafią być bardzo niebezpieczne. Na gościa co nie wierzy w lądowanie na księżycu można machnąć ręką, ale na kogoś kto nie szczepi dziecka bo rtęć i autyzm? A niestety widać jak niewiele edukacja daje.
Tak w sumie — jakbym był tym masonem i iluminatem z NWO — jaką strategię bym przyjął? Wychodzi mi, że zalewałbym świat taką powodzią teorii spiskowych, że nawet jak coś by wyciekło, to i tak utonęłoby w zalewie bzdur. A na serio — to jest czynnik, który może wpływać na długość trwania spisków. Jeśli ciągle ktoś krzyczy “Wilk! Wilk!”, to prawdziwego wilka dużo łatwiej przegapić.
Kreatywność odpowiedzi kończy się zazwyczaj w momencie gdy zaczynamy liczyć wspólnie ile fałszerstw trzeba było się dopuścić: Apollo 11 — to wie każdy. A Apollo 12? 13 też sfałszowane? A kto sfałszował Apollo 16? Ile to jest zdjęć, filmików, danych? A to tylko USA. Dobra, to teraz przejdźmy do ESA. Ile to jest zdjęć? Filmów? A Chiny? A Indie? I tutaj ręce “płąskoziemcom” opadają i leci już tylko jeden tekst: Albo “jak nie wiadomo o co chodzi…” (jak tu poniżej Arek Wittbrodt napisał), albo “włącz myślenie/ja tylko pytam”.
Ha, niedawno czytałem o tym w książce Janiny Bąk. Jako matematyk dodam, że każdy model matematyczny i oczywiście pomiar mają narzuconą pewną maksymalną dokładność. To jest wpisane w DNA nauk ścisłych z granicznym przypadkiem zasady nieoznaczoności oraz jeszcze dalej twierdzeniem Gödla. Przytoczony tutaj wzór nie jest wyjątkiem. Świetnym przypadkiem jest tutaj chociażby prawo stygnięcia Newtona lub sposób wzrostu liczebności kolonii bakterii. Dla osób chcących troszkę bardziej wtajemniczyć się w to jak się takie modele się tworzy polecam książkę “Matematyka stosowana” autorstwa Alaina Goriely (dla myślących laików w sam raz).
Problem ze spiskami nie dotyczy faktów tylko interpretacji pewnych zjawisk. Autor wziął sobie na tapetę lądownie na księżycu bo to łatwy chłopiec do bicia. Weźmy takie globalne ocieplenie. Nie jest kwestia jego występowanie, czy nawet antropologiczne pochodzenie z czym nie zamierzam dyskutować bo uczciwie przyznam że nie posiadam takiej wiedzy. Natomiast tylko ktoś wyjątkowo zacietrzewiony może nie widzieć tego że skutki tego są delikatnnie mowiąc katastrofizowane przez MSM. Masa alarmistycznych twierdzeń (nie mówię że naukowców) się zwyczajnie nie sprawdziło. We niemal wszystkich mediach możemy usłyszeć kasandryczne przestrogi (jeden świeży przykład : film przyrodniczy NatGeo gdzie autorzy twierdzą że w wyniku GO w ciągu 30 lat wygnie 50% gatunków zwierząt na ziemi). Albo próba podciągania różnych zdarzeń np migracji pod skutki GO.Czy to jest nauka? Równocześnie idzie za tym lobbing, polityków, firm którzy proponują nam cywilizacyjne samobójstwo — walkę z paliwami kopalnymi które zbudowały naszą cywilizację. ESG to tak naprawdę walka z klasa średnią, przez wielki biznes. Czy to spisek?
Myślę że lepszym określeniem jest lobbing, walka o wpływy i pieniądze która toczy się nieustannie od zarania dziejów. Przykład tego wzoru matematycznego Grimesa to jest zresztą taka pop nauka, bo jest obok tematu(ot nic nie wnosząca ciekawostka). Ale wielu wyznawcą “nauki” napewno się spodoba. Wiele się oni zresztą nie różnią od wyznawców “spisków”. Dwie strony tej samej monety.