O metalach, które nie są metalami, trzeciej populacji, która jest pierwsza i astronomach, którzy nie potrafią w nazewnictwo.
patrz w górę
Jedna z tych dyscyplin – obok włamywania i clubbingu – którą zdecydowanie najefektywniej uprawiać po zachodzie Słońca. Astronomia to trochę patrzenia przez teleskop, a trochę gubienie się w liczbach z 30 zerami. Dobra okazja, żeby poczuć się bardzo, bardzo małym.
Pogromcy duchów istnieją. Tyle, że siedzą setki metrów pod ziemią i zamiast epickich laserów używają beczek skroplonego ksenonu.
Ciemna energia pociąga za sznurki, ale nie jesteśmy pewni jak mocno.
Surfując na falach przestrzeni i czasu.
Spokojnie, wciąż jest większe ryzyko, że skręcisz kark, wychodząc z wanny.
Przelot komety, jak mało które zdarzenie astronomiczne, potrafi zrobić na ludziach wrażenie. Czasem chyba nawet zbyt duże.
Ponieważ bardzo trudno dostać gdzieś linijkę o długości kilkuset lat świetlnych, trzeba poszukać innych metod wyznaczania kosmicznych odległości.
Oczywiście pomijając fruwający w powietrzu melanż oraz polujące na wszystko, co się rusza czerwie.
