Jeszcze zanim skończyłeś czytać tytuł tego tekstu, przez każdy centymetr kwadratowy twojego ciała przeleciało, lekko licząc, 100 miliardów neutrin. Tylko tych wyemitowanych przez Słońce. Do tego dochodzą kolejne miliardy wyrzucane z jądra Ziemi, miotane przez odległe gwiazdy i galaktyki oraz te pochodzące z czasów samego wielkiego wybuchu. Zaraz po fotonach to najpospolitszy rodzaj cząstek elementarnych, jaki można spotkać we wszechświecie.
Są dosłownie wszędzie, jednak paradoksalnie nie możesz poczuć ich obecności. A to dlatego, że neutrina są mistrzami w ignorowaniu niemal wszystkiego, co stanie im na drodze.

Cząstki materii komunikują się ze sobą za pomocą oddziaływań podstawowych. Neutrino (oznaczane ν) pozostaje pod tym względem wyjątkowo milczące. Nie ma ładunku elektrycznego, więc nie świeci, nie przyciąga, ani nie odpycha naładowanych cząstek. Nie podlega silnemu oddziaływaniu jądrowemu, które skleja kwarki w jądrach atomów. Niby posiada masę, ale jest ona niewyobrażalnie mała – 5 do 10 milionów razy niższa od elektronu, który sam w sobie jest maleństwem. Grawitacja również nie ma więc w tym przypadku praktycznego znaczenia, a sama cząstka mknie sobie przez przestrzeń z prędkością bardzo bliską światłu. (Jeżeli którekolwiek z pojęć w tym akapicie sprawiło, że poczułeś się zagubiony, zajrzyj najpierw do artykułu o modelu standardowym).
Nazwa wymyślona przez Enrico Fermiego wydaje się bardzo adekwatna: neutrino, czyli z włoskiego małe neutralne coś.
Neutrina ignorują wszystko, ale przecież wiemy o ich istnieniu.
Istnieje jedna aktywność fizyczna, której neutrina pozwalają się od czasu do czasu uwodzić. Jest nią słabe oddziaływanie jądrowe. Występuje ono tylko w skali subatomowej, ale pełni bardzo odpowiedzialną funkcję, pośrednicząc i w ogóle umożliwiając rozpady cząstek oraz atomów.
DLA DOCIEKLIWYCH #1 Jedną z najbardziej pospolitych przemian z udziałem neutrina jest rozpad beta minus. Dotyczy on sytuacji, w której neutron decyduje, że jednak woli być protonem. Taki proces wymaga pozbycia się ujemnego ładunku elektrycznego, więc po drodze dochodzi do narodzin elektronu. Jednak równanie nadal się nie zgadza. Dla zachowania energii pędu, momentu pędu i liczby leptonowej, potrzebny jest jeszcze jeden gracz. Jako pierwszy zauważył ten problem Wolfgang Pauli (ten sam od zakazu Pauliego) i przewidział w ten sposób istnienie nowego typu cząstki: neutrina (w tym konkretnym przypadku antyneutrina elektronowego). We wszystkim pośredniczy oddziaływanie słabe, reprezentowane przez bozon W-.
Krótko mówiąc, tam gdzie promieniotwórczość i przemiany jądrowe, tam harcują neutrina. A ponieważ rozpady są czymś zupełnie naturalnym, nawet twoje własne ciało wyrzuca z siebie pewną liczbę neutrin. Jeśli jesteś zdrowym, dorosłym człowiekiem i lubisz banany – prawdopodobnie nosisz w sobie około 20 miligramów radioaktywnego potasu-40. To wystarczy, abyś każdej doby emitował średnio 340 milionów neutrin. Skromnie w porównaniu do Słońca, ale trzeba mierzyć siły na zamiary.
Do oddziaływania słabego jeszcze wrócimy. Na razie musisz tylko rozumieć, że bardzo, bardzo trudno przyłapać neutrino na romansie z materią. Spośród wszystkich neutrin miotanych w naszym kierunku przez Słońce 99,999999996% bez najmniejszego kłopotu przenika całą planetę, nie zaczepiając po drodze ani jednego napotkanego atomu.

Mało tego. Jak mówi popularna ciekawostka, żeby otrzymać w miarę szczelną barierę zdolną do zatrzymania większości neutrin, potrzebowalibyśmy ściany ołowiu o grubości liczonej w latach świetlnych(!).

Można więc powiedzieć, że mieszkamy w nawiedzonym domu, przez który nieustannie przetaczają się procesje miniaturowych, kwantowych duchów. Problem w tym, że akurat te duchy niosą ze sobą unikatowe informacje na temat procesów fizycznych i miejsc, z których pochodzą. Dlatego naukowcy już dawno uznali, że warto je łapać.
Tylko jak, skoro neutrina nie chcą się z nami zadawać?
Budowa kosmicznie grubej bariery z ołowiu raczej odpada. Jednak na naszą korzyść gra liczebność neutrin. Nie musimy przecież łowić wszystkich. Nawet jeżeli zdecydowana większość z nich omija atomy z gracją introwertyka, unikającego small talku na imprezie firmowej, to wśród nieprzebranych trylionów cząstek, któraś w końcu się ujawni. Trzeba tylko zachować cierpliwość i to zauważyć.
Sposobów jest kilka, ale w tym konkretnym tekście interesuje nas jeden: detektory wodne.
Przenieśmy się do Japonii, a dokładniej do regionu Kamioka dwieście kilometrów na zachód od Tokio. Tam, głęboko pod górą Ikeno od trzydziestu lat działa jeden z najbardziej niezwykłych kompleksów badawczych na Ziemi – Super-Kamiokande.
Sercem laboratorium jest wydrążona w skale komora, która bez trudu pomieściłaby 10-piętrowy blok mieszkalny albo Figurę Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata (z tego co widzę to oficjalna nazwa) ze Świebodzina. W jej wnętrzu umieszczono stalowy zbiornik o kształcie cylindra, wypełniony 50 tysiącami ton czystej wody.

Nie mówię o czystości w rodzaju butelkowanej Nałęczowianki, tylko o absolutnej sterylności. Ciecz bez przerwy krąży w zamkniętym obiegu w tempie około 30 ton na godzinę, przechodząc przez zestaw filtrów mechanicznych i jonowych, membran, urządzeń chłodzących oraz lamp UV. W ten sposób ze zbiornika eliminowane są nie tylko pyłki i bakterie, ale również zbędne jony oraz radioizotopy, które mogłyby jakkolwiek zaburzyć precyzję obserwacji.

Uprzedzając pytanie: nie, woda z detektora nie nadaje się do spożycia. Ultraczysta to nie to samo co ultrazdrowa. Nie jest może trująca, ale po usunięciu wszelkich minerałów, wypicie większej ilości zaburzyłoby równowagę elektrolitową organizmu. Poza tym, podobno jest paskudna w smaku.

Ściany zbiornika zostały szczelnie oblepione jedenastoma tysiącami charakterystycznych, szklanych półmisków. To elektroniczne oczy detektora – superwrażliwe fotopowielacze – rodzaj lamp próżniowych, skonstruowanych do wychwytywania nawet najmniejszych i najkrótszych błysków światła. Każdy taki czujnik jest jednocześnie wzmacniaczem. Złapany foton uderzając w światłoczuły materiał, wybija z niego elektrony. Te biegną dalej w głąb fotopowielacza, odbijając się od kolejnych elektrod i mnożąc swoją liczbę. Instrumenty odbierają wyraźny impuls, a naukowcy zostają zaalarmowani, że w ciemnej toni zbiornika zadziało się coś interesującego.

Początkowo eksperyment miał odpowiedzieć na pytanie o czas rozpadu protonu. Fizycy cierpliwie monitorowali wodę, oczekując aż nukleon w jądrze któregokolwiek z 1034 zgromadzonych atomów w końcu pęknie. Żaden nie pękł. Musieli przyznać, że albo protony pozostają niewiarygodnie trwałe i przeżyją cały wszechświat, albo są wręcz nieśmiertelne.

Nie marnując czasu, zasobów, funduszy – i mając do dyspozycji podziemny detektor przeznaczony do rejestrowania mikroskopijnych błysków światła – fizycy przenieśli zatem całą swoją uwagę na inny problem. Badania nieuchwytnych neutrin.
Ale ustaliliśmy, że neutrina nie świecą!
Nie świecą i w ogóle nie oddziałują elektromagnetycznie, natomiast raz na jakiś czas zdradzają swoją obecność za pośrednictwem oddziaływania słabego. Jeśli do tego dojdzie, wydarzy się jedna z dwóch rzeczy. Albo neutrino popchnie którąś z naładowanych cząstek w atomie, a ona doprowadzi do emisji fotonu; albo, neutrino zmieni swoją tożsamość i samemu stanie się naładowaną cząstką, która mrugnie do detektorów.
DLA DOCIEKLIWYCH #2 Oddziaływanie słabe może zadziałać na dwa główne sposoby. Pierwszy jest nazywany prądem neutralnym. Neutrino szturcha za pośrednictwem bozonu Z0 napotkany w atomie elektron lub kwark, przekazując mu część niesionej energii, po czym ucieka w siną dal. Drugi, znacznie ciekawszy sposób, to prąd naładowany, związany z bozonami W+ i W-. Neutrino wpada do jądra atomowego, np. do wnętrza neutronu i zaczepia jeden z trzech budujących go kwarków. Dochodzi do emisji bozonu W+, który może zostać wchłonięty przez kwark dolny, zamieniając go w kwark górny (a cały neutron w proton), a samo neutrino transformując w wolny elektron.
W obu przypadkach skutkiem jest wystrzelenie wysokoenergetycznej cząstki (zwykle elektronu), która mknie przez wodę z ogromną prędkością. Jeżeli ta prędkość będzie dość duża, dojdzie do miniaturowego rozbłysku promieniowania Czerenkowa. Jeśli słysząc to pojęcie, przyszła ci na myśl niebieska poświata towarzysząca reaktorom jądrowym – to masz słuszne skojarzenia.
W reaktorze źródłem promieniowania Czerenkowa są cząstki wyrzucane podczas reakcji rozszczepiania jąder. Przelatują one przez wodę na tyle szybo, że… wyprzedzają światło. Spokojnie, to nie oznacza, że Einstein był w błędzie. Sztuczka polega na tym, że w takim ośrodku jak woda światło przemieszcza się wyraźnie wolniej niż w próżni, więc nawet masywna cząstka ma unikatową szansę na jego prześcignięcie. Nie jest to może do końca fair, ale dzięki temu możemy zaobserwować ciekawe i bardzo efektowne zjawisko.
Naładowana cząstka zachowuje się jak myśliwiec F‑16, pokonujący barierę dźwięku. Kiedy maszyna dogania dźwięk, fale akustyczne nie mając możliwości rozproszenia, zaczynają się nakładać i gęstnieć. Powstaje “ciągnięta” za samolotem fala uderzeniowa o kształcie stożka. Osoby obserwujące przelot z ziemi mogą się przekonać o jej istnieniu, słysząc donośny huk, nazywany gromem dźwiękowym.

Dobrze rozpędzona naładowana cząstka dokonuje w wodzie czegoś podobnego. Pobudza mijane atomy do emisji fotonów, ale nie daje im się dogonić, co tworzy odpowiednik fali uderzeniowej w polu elektromagnetycznym. W tym przypadku grom, przyjmuje formę światła o wysokiej częstotliwości, odpowiadającej barwie niebieskiej lub fioletowej.
Różnica między reaktorem a detektorem jest taka, że w tym pierwszym trwa stała i masowa produkcja cząstek, które podtrzymują niebieską poświatę widoczną gołym okiem. W Super-Kamiokande mamy do czynienia wyłącznie z rzadkimi, punktowymi błyskami, wywoływanymi przez nagłe wyskoki pojedynczych elektronów. Jeśli basen reaktora jest dużym koncertem rockowym, to detektor neutrin jest pustą salą, w której próbujemy usłyszeć szarpnięcie pojedynczej struny.
Żeby mieć szansę na zarejestrowanie takiego brzdąknięcia, musimy zapewnić sobie doskonałe okoliczności do “nasłuchu”. Woda nie może zawierać zanieczyszczeń, ponieważ mogłyby one zaabsorbować fotony, zanim dotarłyby one do fotopowielaczy. Z kolei umiejscowienie detektora kilkaset metrów pod ziemią, tworzy naturalną barierę przed szumem tła. Przede wszystkim przed hałaśliwymi elektronami, mionami i protonami spadającymi nam na głowy wraz z promieniowaniem kosmicznym.
W takich warunkach czujnikom Super‑K nie umknie nawet pojedynczy foton. W praktyce osiągnięto precyzję, która pozwala na złowienie około 20 tysięcy śladów neutrin rocznie. (Co brzmi dumnie, przynajmniej dopóki nie przypomnimy sobie, że więcej neutrin przelatuje przez kroplę wody w jedną dziesiątą mikrosekundy).
Cały ten układ jest mikroskopem i teleskopem jednocześnie. Mikroskopem, ponieważ umożliwił naukowcom odkrycie niektórych kwantowych właściwości neutrin. (Przede wszystkim ich oscylacji pomiędzy trzema stanami zapachowymi. Był to jednocześnie dowód na to, że neutrina naprawdę posiadają niezerową masę). Teleskopem, bo nagłe skoki liczby nadlatujących neutrin, informują nas o supernowych, kaprysach Słońca oraz innych dynamicznych zjawiskach we wszechświecie. Obserwatoria neutrinowe działają przy tym jak system wczesnego ostrzegania, dając nam znać o pewnych wydarzeniach, jeszcze zanim będziemy mogli je zobaczyć.

Przecież neutrina nie wyprzedzają światła.
(*W tym miejscu autor z trudem powstrzymał się przed nieśmiesznym żartem na temat nadświetlnych neutrin, “odkrytych” w ramach eksperymentu OPERA*)
Mają masę spoczynkową, więc uczciwy wyścig w próżni zawsze wygra światło. Jednak neutrina wykorzystują swoją przewagę: przenikają każdą przeszkodę, więc mogą szybciej wystartować. Fotony mówią nam o tym, co dzieje się na powierzchni obiektu, tymczasem zmiany w metabolizmie gwiazdy zaczynają się od jądra – a stamtąd tylko neutrina potrafią uciec natychmiast i bez żadnych kłopotów. Gdyby jutro na niebie miała rozbłysnąć eksplodująca Betelgeza, detektory już dzisiaj odnotowałyby wzmożony deszcz neutrin. Dostając taki cynk, astronomowie mogą zawczasu skierować wszystkie teleskopy w odpowiedni sektor nieba.

A co jest lepsze od obserwatorium zdolnego upolować co roku 20 tysięcy neutrin? Rzecz jasna nowsze i większe obserwatorium, rejestrujące rocznie sto tysięcy neutrin. Idąc tym tropem Japończycy są już na zaawansowanym etapie budowy następcy wysłużonego Super-Kamiokande, o nazwie Hyper-Kamiokande.

Niedawno ukończona komora pod górą Nijuugo ma wysokość 71 i średnicę 68 metrów. Zgodnie z planem zbiornik pomieści aż 260 tysięcy ton wody – pięć razy więcej od basenu Super‑K – a jego ściany pokryje 20 do 40 tysięcy fotopowielaczy.

Większe medium, więcej czujników i więcej szans na to, że przelatujące neutrino pacnie któryś z mijanych atomów. To oznacza pomnożenie liczby gromadzonych danych, a tym samym dokładniejszą weryfikację naszej wiedzy, wyższą szansę na wytropienie anomalii i poszerzony zakres obserwacji.
Nie będę zaskoczony, jeżeli Hyper‑K okaże się jednym z najważniejszych instrumentów naukowych tego stulecia. Nie przyniesie nam bajecznego zdjęcia mgławicy, ani spektakularnego obrazu horyzontu zdarzeń czarnej dziury. Będzie po cichutku pracować u podstaw, przynosząc unikatowe informacje o miejscach, do których żadne inne obserwatorium nigdy nie będzie miało wstępu.
A TAK W OGÓLE TO… Nawet Japończykom czasem coś nie wychodzi. 12 listopada 2001 roku, kiedy zbiornik Super‑Kamiokande był ponownie napełniany po rutynowym serwisie, jeden ze szklanych fotopowielaczy implodował. Ten pojedynczy huk wyzwolił falę uderzeniową na tyle silną, że lawinowo doszło do implozji kolejnych czujników. Łącznie w krótkim czasie zniszczeniu uległo ok. 6 tysięcy, a więc połowa, wszystkich fotopowielaczy. Hałas podobno było słychać nawet w pomieszczeniach kontrolnych nad basenem. Usuwanie skutków awarii i przywrócenie obserwatorium do stanu używalności trwało kolejny rok.

Super, kolejny wyczerpujący merytorycznie materiał. Szczególne dzięki za przybliżenie działania oddziaływania słabego, które zawsze było dla mnie trudne do zrozumienia a także za porównanie z introwertykiem 😉
witam dziękując za uzyskane minusy. a w ramach wyjaśnienia plusami i minusami obdarz się uczestniczki konkursów piękności. w fizyce nawet jak się głosi koncepcje heretyckie to wykazuje się błąd lub sprzeczności występujące w danej koncepcji na co z utęsknieniem czekam. wprawdzie miałem inne plany ale przeczytałem, że grawitacja nie ma znaczenia w przypadku neutrin i nie mogłem sobie odmówić kolejnej drobnej herezji, zrozumienie tej herezji wymaga przeczytania rozdziału masa elektromagnetyczna wykładów Feynmana. wprawdzie równość mas bezwładnych i grawitacyjnych została zmierzona wyłącznie dla materii atomowej i nie ma możliwości zmierzenia masy grawitacyjnej elektronu i jeśli przyjmiemy, że masy grawitacyjne i bezwładne elektronu są równe a leptony elektron i neutrino różnią się ładunkiem elektrycznym to elektron ma masę bezwładną pochodzenia elektromagnetycznego, a neutrino tej masy nie posiada. po przeczytaniu ze zrozumieniem o masie elektromagnetycznej możliwy jest tylko jeden wniosek masa grawitacyjna neutrina jest wielokrotnie większa od jego masy bezwładnej i tu mamy dwa wnioski pierwszy strumień neutrin padający na ziemie jest wyraźnie większy od tego, który przez ziemie przeszedł drugi strumień neutrin wychodzących z jakiekolwiek gwiazdy zaczynając do słońca musi być wyraźnie mniejszy od tego jaki wynika z obliczeń dotyczących reakcji zachodzących wewnątrz gwiazdy a na koniec pytanie co się dzieje z masą grawitacyjną neutrin we wszechświecie
To tak na serio?
biorąc pod uwagę obowiązujące w fizyce koncepcje zdziwienie czy też zaskoczenie herezjami dotyczącymi masy grawitacyjnej neutrin jest całkowicie na miejscu. powiem więcej sądzę, że aby te herezje sobie jako tako poukładać to miesiąc może nie wystarczyć tym bardzie, że konsekwencje tak fizyczne, jak i poza fizyczne wydają się być przeogromne że zadam tylko pytanie tego artykułu po co fizykom gigantyczne podziemne baseny pytanie pomocnicze kto im da środki na budowę tych basenów to tak na serio czy w tych herezjach jest jakiś błąd?
@jerzy, ja wprawdzie minusa nie dałem i oczywiście nie mam pewności czy te które dostałeś są ze względu na to, o czym poniżej napiszę, czy może, przynajmniej częściowo, jest to pokłosie Twoich wypowiedzi w innym temacie. Wiem natomiast za co ja bym dał minusa:
1) Za wyjmowanie ze zdań istotnych części, co zmienia ich znaczenie. W poprzednim komentarzu z fragmentu zdania “Grawitacja również nie ma więc w tym przypadku praktycznego znaczenia” zrobione zostało “grawitacja nie ma znaczenia w przypadku neutrin”. Słowo “praktycznego” jest jednak istotne, bo wskazuje, że nie chodzi o to, że nie ma znaczenia w ogóle, tylko tylko to znaczenie nie jest praktyczne. Słowo “w tym przypadku” wskazuje dodatkowo, że to nie jest tak, że nigdy nie ma praktycznego znaczenia, tylko w podanym kontekście (o tym w kolejnym punkcie).
2) Pominąłeś kontekst, który dla tego artykułu wyraźnie wskazuje, że autorowi chodzi o to, że grawitacja nie ma praktycznego znaczenia dla metod ich detekcji. Wartość siły wywoływanej przez grawitację, to: F = G * m1 * m2 / r^2 (G — stała grawitacji = ok. 6,67 * 10^(−11) m^3 / (kg * s^2), m1 i m2, to masy oddziałujących ciał, a r, to odległość środków ciężkości obiektów). Przy masie neutrina, także po uwzględnieniu jego energii, od razu widać, że wywołana siła jest wiele wielkości poniżej naszych możliwości detekcji.
3 Sarkastyczny sposób wypowiedzi.
zacznę od końca. określenie heretyckiej wypowiedzi jako sarkastycznej można uznać za bardzo łagodne określenie. trudno oczekiwać aby zwolennik prawowiernej fizyki pozytywnie odnosił się do herezji. w przypadku punktu drugiego szczerze nie wiem o co chodzi. wprawdzie wprost nie napisałem, że pomiar masy grawitacyjnej neutrina jest niemożliwy, ale napisałem to dla elektronu i taki wniosek wydaje się być oczywisty. ale chyba nie o to chodzi w punkcie drugim. jeśli zaś chodzi o punkt pierwszy to moja wypowiedź dotyczyła uzasadnienia dlaczego masa grawitacyjna jest wielokrotnie większa od jego masy bezwładnej. faktem jest, że pominąłem słowo “praktycznego”, ale czy to oznacza, że gdybym tego słowa użył do uzasadnienie byłoby fałszywe? chciałby tu jeszcze raz podkreślić, że fizyka tym różni się od konkursu piękności, że w fizyce fałsz jakiegoś wniosku można wykazać przez znalezienie błędu lub sprzeczności w uzasadnieniu. a jak na razie niczego takiego nie widzę np. twierdzenie o tym ‚że masa grawitacyjna neutrina jest wielokrotnie większa od jego masy bezwładnej jest fałszywe ponieważ .….
zaś za kolejne minusy dziękuje bo mam wrażenie, że zwolennicy prawowiernej fizyki nie mogąc wykazać błędu minusami wyrażają swój sprzeciw wobec herezji
Wykłady Feynmana przerabiałem dwukrotnie, na AGH i później na fizyce teoretycznej na UJ, ale dalej nie kumam, o co Ci właście chodzi 🙁
będę odpowiadał w kolejności. u Feynmana jest to tom 2 rozdział 28. ponieważ w odpowiedzi skierowanej do mojej skromnej osoby trudno jest mi wyłuskać pytanie na które można odpowiadać to spróbuje z innej strony wyjaśnić na czym polega problem z masą elektromagnetyczną i jaki to związek z neutrinami. zmiana ruchu ładunku elektrycznego w polu elektromagnetycznym ma skończoną wartość czyli co najmniej część bezwładności cząstki obdarzonej ładunkiem elektrycznym ma swoje źródło w ?? gdybym napisał w ładunku elektrycznym to byłaby nieprawda ponieważ są trzy elektrony (elektron, mion, taon — w czasach Feynmana nie było taonu) o dokładnie tym samym ładunku elementarnym a różnych masach bezwładnych jedynym wyjaśnieniem przy którym nie popadamy w wewnętrzne sprzeczności jest przyjęcie istnienia w elektronie bardziej elementarnego elementy (parametru , nie ważne jak nazwiemy) którego jeden aspekt(nie ważne jak nazwiemy) mierzymy jako ładunek elementarny, a inny aspekt jako część lub całość bezwładności pytanie czym się różnią leptony elektron i neutrino elektron ma masę bezwładną elektromagnetyczną a neutrino tej masy nie ma niezależnie jaką koncepcje równości czy nierówności mas bezwładnych i grawitacyjnych przyjmiemy zawsze nam wyjdzie że masa grawitacyjna neutrina jest wielokrotnie większa od jego masy bezwładnej i tu kłaniają się nam problemy z neutrinami słonecznymi, atmosferycznymi i rodzynek ciemna materia
Świetny artykuł👏Przybliżył i wyjaśnił mi ideę (łapanie neutrin), o której wiedziałem, że istnieje ale niewiele więcej.
Czytałem wcześniej o tym, że neutrina są badane i zastanawiałem się, jak detektory je wykrywają skoro one z niczym nie reagują. Teraz wiem jak “łapane” są neutrina a dokładniej jak pośrednio można je badać.
Jak zawsze tekst napisany bardzo przystępnie — dzięki!
A mnie w ttakcie czytania przyszło do głowy takie pytane / problem. Jeżeli meutrina mają masę (mikroskopijną, ale jednak) to nie mogą ignorować tak do końca grawitacji. Być może Zimia, Słońce czy nawet gwiazda neutronowa to za mało, ale BH (czarna dziura) to już inna kategoria. Czy wiadomo coś na ten temat np. jak zachowują się w dysku akrecyjnym czy przelatując blisko horyzotu zdarzeń (takie jakby “soczewkowanie grawitacyjne” neutrin). Bo mam nadzieję, że “z drugiej strony” horyzontu zdarzeń już do nas nie dotrą urągając przy tym Einsteinowi i współczesnej fizyce (choć, nie powiem, byłoby to arcyciekawe). Czy ktoś może mnie oświecić?
Neutrina na pewno nie ignorują czarnych dziur, ale nie robią tego również fotony. Cząstki nie muszą same posiadać masy spoczynkowej, w zgodzie z ogólną teorią względności samo zakrzywienie czasoprzestrzeni wystarczy do tego, żeby zostały “przyciągnięte”.
Zachowanie neutrin w dyskach akrecyjnych to bardzo ciekawa sprawa i jest parę prac na ten temat! Np. w tym artykule możesz przeczytać o NDAF (neutrino-dominated accretion flows):
https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S1387647316300756
Świetny tekst jak zawsze. Kamiokande jako teleskop — to jest coś! Wiedziałem o tym basenie i neutrinach z kwantowo, ale ten tekst naprawdę poszerza horyzonty. Btw, co tekst to linki do źródeł w innym języku — angielski, włoski, rosyjski, chyba kiedyś też francuski — dzięki za zaangażowanie w research, tłumaczenie (lub wielojęzycznisć) i poświęcany czas na czytanie artykułów naukowych. To się ceni, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdzie ze świecą szukać takich ludzi, którzy się tą prawdziwą nauką dzielą i ją popularyzują. Warto wspierać, chociażby przez patronite.
W dzisiejszych czasach, kiedy translatory i AI otwierają drogę do każdego języka, nie ma sensu ograniczać się do polskiego i angielskiego. Od dawna mam cały folder zakładek do blogów i portali naukowych z przeróżnych krajów. 🙂 Problem jest tylko z tymi azjatyckimi — translatory wciąż radzą sobie beznadziejnie z chińskim, japońskim czy koreańskim.
Czy neutrina przelatują też przez czarne dziury?
Nie. Skoro światło nie może uciec spoza horyzontu zdarzeń, to neutrina tym bardziej nie mają na to szans.
Alternatywna odpowiedź:
Tak, ale wylatują już w innym wszechświecie (Kosmologia Czarnych Dziur).
“3,5 MeV – to ponad milion razy mniej niż energia fotonu wyemitowanego przez żarówkę.”
Chyba miało być meV zamiast MeV.
Dzięki za wyłapanie! Rzeczywiście tu był błąd — choć trochę innego rodzaju. W źródle rzeczywiście widnieje 3,5 MeV, tyle tylko, że to wartość dla rozpędzonych elektronów, a nie dla samego światła. Już zedytowałem.
Przyjemnie wgryźć się w taki tekst dowcipnie i przystępnie
Patrzę na tą gigantyczną betonową dziurę i sterczące z niej malutkie “cycki” fotopowielaczy i zaczynam podziwiać fizyków, że kogoś przekonali, że to ma sens — to żart 🙂
A ponieważ ten ktoś to najprawdopodobniej politycy, to zakrawa na prawdziwy cud.
Skoro to pomnik Jezusa króla wszechświata to może trzeba było go umieścić w środku zbiornika aby pomógł wyłapywać neutrina
To dowodzi nieuctwa Japończyków. Najwyraźniej nie wiedzą nawet kto jest Królem Wszechświata!
😉
Dobry artykuł, dość długi i techniczny choć świetnie ilustrowany, chyba jeden z trudniejszych na tym portalu. Duży odzew w komentarzach dowodzi zainteresowania kontynuacją linii Kwantowo.pl, przynajmniej jako wątku alejakto.pl. Ale to jest zainteresowanie wąskiej grupy miłośników dociekań “o naturze wszechrzeczy”, a ja jestem ciekaw ogólnej liczby odsłon. Pewnie tutaj też bez rewelacji…?
Dzięki! (Podwójne: raz za komentarz, dwa za Patronite). Faktycznie to trochę cięższy kaliber i żona nawet odradzała mi publikację bez radykalnego uproszczenia – co oczywiście zignorowałem. 😉 Co do odsłon, jest jak jest… Dla zobrazowania: poprzedni tekst o odwiercie kolskim miał ponad 20 razy więcej wyświetleń. ;_;