W styczniu internet – a przynajmniej jego amerykańską część – opanowały nagłówki przestrzegające przed eksplodującymi drzewami. Wiele lokalnych, stanowych portalików opisało temat w następujący sposób:
Pod koniec tygodnia spodziewana jest fala niebezpiecznego arktycznego powietrza, która dotrze do dużych obszarów Środkowego Zachodu i północnych równin. Wzbudzi to obawy dotyczące mniej znanego, ale realnego zagrożenia, znanego jako “wybuchające drzewa”. Meteorolodzy ostrzegają, że spadek temperatury do 20 stopni poniżej zera może spowodować nagłe pękanie drzew, co stanowi zagrożenie dla ludzi, domów, pojazdów i linii energetycznych w Dakocie Północnej i Południowej, Minnesocie, Wisconsin, Iowa i Michigan.
Saluda Standard Sentinel
Część treści została podparta równie dramatycznymi materiałami video:
W ramach komentarza, pozwolę sobie na krótkie oświadczenie.
Pieprzyć sztuczną inteligencję. Nawet nie dlatego, że wszystkie nagrania są koniecznie fałszywe, ale właśnie dlatego, że przez ten wysyp AI slopów, coraz trudniej stwierdzić na co tak naprawdę patrzymy.
Dziękuję za uwagę. Teraz przejdźmy do nauki.
Drzewa nie wybuchają. W każdym razie nie eksplodują w tak widowiskowy sposób, jakby ktoś wrzucił do dziupli odbezpieczony granat. Drzazgi nie fruwają po lesie z prędkością pocisku karabinowego i nie stanowią realnego zagrożenia dla przypadkowego spacerowicza. Prawdą jest natomiast, że od czasu do czasu przy bardzo niskich temperaturach, pień drzewa może pęknąć z całkiem donośnym trzaskiem. Brzmi to jakoś tak:
W języku arborystów (takich pielęgniarzy od drzew) zjawisko to nosi nazwę pęknięcia mrozowego. Mogłoby się wydawać, że to sprawka wody, która zamarzając i zwiększając swoją objętość rozsadza pień. W rzeczywistości główną rolę odgrywa gradient temperatury, sprawiający, że poszczególne warstwy drewna “pracują” z różną intensywnością. Tak w skrócie.
A w wersji nieco dłuższej?
Drzewo nie stanowi prostej rury, jednolicie wypełnionej cylindrem wody. Dlatego mechanizm pęknięcia mrozowego to całkiem złożone zagadnienie z pogranicza fizyki, dendrologii i materiałoznawstwa, które najszerzej opisał w latach 80. Hans Kubler z Uniwersytetu Wisconsin.
Naukowiec zwrócił uwagę, że samo pęknięcie poprzedza mrozowy skurcz drewna. Na pewno wiesz o tym, że np. szyny kolejowe zmniejszają zimą swoją długość w związku z właściwościami metalu (uspokojenie drgań struktury krystalicznej skraca odległości pomiędzy atomami). Tutaj działa to trochę inaczej. W temperaturze poniżej zera wilgoć ucieka ze ścian komórek drewna, przenosząc się do pustych przestrzeni w ich wnętrzach, gdzie zamarza. Same ściany komórkowe w tej sytuacji zmniejszają swoje wymiary, niczym wysuszona gąbka.
Sęk w tym (trudno o lepsze dopasowanie tego zwrotu frazeologicznego), że drewno jest anizotropowe, tzn. wykazuje inne właściwości wzdłuż, a inne w poprzek swojej struktury. Innymi słowy, woli kurczyć się w jednym kierunku chętniej niż w drugim. W praktyce, pień kurczy się w kierunku stycznym (po obwodzie słojów) nawet dwa razy mocniej niż promieniowo (prostopadle do słojów, jakbyś kroił pizzę).

Przykładowo próbki buka europejskiego przy ‑40°C kurczą się w kierunku stycznym o 1,1%, ale tylko o 0,4% prostopadle do słojów. Dla drzewa to problem, ponieważ chłód sprawia, że pień chciałby ścisnąć bardziej swój obwód niż w promień. To tworzy naprężenia. Jeżeli przekroczą one wytrzymałość drewna, w którymś miejscu włókna w końcu puszczą, generując krótką falę dźwiękową. Następuje trzask.

Naocznym efektem jest powstanie podłużnej, pionowej szramy, nierzadko sięgającej w głąb pnia.
Dlaczego w takim razie wszystkie drzewa nie pękają?
Ważnym dopalaczem tego procesu jest gradient temperatury. Kiedy mroźną nocą temperatura powietrza spada do ‑30°C, rdzeń grubego dębu jeszcze przez długi czas będzie wyraźnie cieplejszy. Wewnętrzne warstwy utrzymują więc swoją zwykłą objętość, podczas gdy te zewnętrzne kurczą się, działając jak przyciasny pas.

Do tego większe lub mniejsze znaczenie mają właściwie wszelkie czynniki, jakie w tej sytuacji mogą nam przyjść do głowy. Tempo wychładzania (nagłe wzrosty i spadki temperatur), położenie drzewa (te rosnące blisko innych są bezpieczniejsze), wilgotność terenu (czym większa tym gorzej), gatunek (dęby, brzozy i buki pękają częściej niż sosny), a nawet kolor kory (ciemna szybciej pochłania ciepło).
Szczególnie narażone na uszkodzenia są te drzewa, które już posiadają jakiś defekt. Każda niepozorna szczelina zimą staje się koncentratorem naprężeń. To słaby punkt w strukturze materiału, podobnie do rysy na powierzchni szyby, która tylko czeka, żeby się rozsypać przy byle puknięciu. Nawet jeśli całkowite napięcie w pniu utrzymuje się poniżej granicy wytrzymałości, w okolicach bruzdy może lokalnie przekroczyć próg. No i trach.
Takie pęknięte drzewo ginie?
Drzewa to więksi twardziele od ludzi i metrowa szrama zwykle nie robi na nich większego wrażenia. Na wiosnę, kiedy temperatura wraca do normy, pęknięcie się zasklepia. Tak jak nasz organizm łata rany płytkami krwi, tak drzewa regenerują się za sprawą kambium (miazgi twórczej) wypełniającego szczeliny kalusem, nazywanym też merystemem przyrannym. (Nie wiem czy to ciekawe, ale bardzo chciałem użyć sformułowania merystem przyranny. Jakiż piękny termin!).

Kalus działa jak naturalny plaster. Jeżeli kolejna zima będzie łagodna – może wytrzymać. Jeśli nie – rana otworzy się ponownie. Nierzadko taki proces sezonowego rozszczelniania i zabliźniania powtarza się przez lata. W takim przypadku na pniu tworzy się charakterystyczny pionowy “grzbiet” (frost rib), zbudowany z wielu warstw kalusu. Taka dendrologiczna blizna po szwie chirurgicznym.

No dobra, ale rzućmy jeszcze okiem na prawdziwe eksplozje drzew.
Przecież ustaliliśmy, że drzewa nie wybuchają!
Nie w związku z niską temperaturą. Spójrz na to zdjęcie:

Oto resztki wysokiej jodły, która rosła w arboretum Uniwersytetu Waszyngtońskiego. Pień nie tyle pękł, co uległ rozerwaniu od środka. Drzazgi i kawałki gałęzi znajdowano nawet sto metrów dalej. Niektóre masywne fragmenty dosłownie zostały wbite w ziemię. Nie chciałbyś stać w pobliżu, kiedy do tego doszło.
Sprawcą tej dendrologicznej masakry był piorun. Energia takiego wyładowania bez problemu przekracza miliard dżuli – wystarczająco do zagotowania paru tysięcy litrów wody. Gwałtowne podgrzanie soków drzewa i zamiana wody w parę może doprowadzić do nagłego rozprężenia. Wszystko trwa ułamek sekundy, więc drewno, nie mając czasu na wypuszczenie pary, zmienia się w przerośnięty granat odłamkowy.
Ale znów, ostateczny rezultat zależy od szczegółowych warunków. Zwykle wyładowanie rozchodzi się głównie po zewnętrznej, wilgotnej warstwie drzewa, pozostawiając rdzeń nienaruszony. Kora odleci, ale pień przetrwa bez większego uszczerbku. Jeżeli jednak drzewo kryje w swoim wnętrzu sporo przestrzeni wypełnionych wodą – każda burza jest jak rosyjska ruletka. W najgorszym razie może dojść do eksplozji. Ale takiej prawdziwej, a nie jak w przypadku pęknięcia mrozowego.
Kolejny dobry powód, żeby podczas burzy nie chować się w pobliżu drzewa.
A TAK W OGÓLE TO… Od strony mechaniki dość podobnym zjawiskiem do pęknięć mrozowych drzew, jest kriosejsm lub trzęsienie mrozowe. Zdarza się, kiedy gleba jest nasiąknięta wodą, po czym przychodzi nagły spadek temperatury. Jeżeli brakuje porządnej pokrywy śnieżnej (która działa jak kołderka) woda w porach gruntu zamarza i zwiększa objętość. W którymś momencie podłoże pęka i wypuszcza energię przy akompaniamencie głośnego trzasku. Zwykle nie ma to większego znaczenia, ale w Finlandii odnotowano przypadki, w których trzęsienie mrozowe doprowadziło do pęknięcia drogi lub uszkodzenia budynku.

Świetny tekst, jak zwykle. Pozornie mało znaczące zjawisko ale przeczytałem z przyjemnością.
To jest właśnie cecha prawdziwego popularyzatora nauki. Każdy temat potrafi opisać tak, że się o tym dobrze czyta i czeka na kolejne materiały.
Trochę podobnie jak ze spontanicznym samozapłonem człowieka, bo i takie historie wciąż krążą.
Też niedawno trafiłem na artykuł o pękających drzewach, ale był na polskim profilu osoby związanej z lasem i brak tam było (na szczęście) tego amerykańskiego dramatyzmu.
Dziękuję, że podszedłeś do tematu tak “mechanicznie” bo drewno jako materiał, poprzez swoją anizotropię jest naprawdę niesamowity. Jest elastyczny, tłumi drgania ale jednocześnie może być bardzo wytrzymały, zwłaszcza w stosunku do swojej masy.
Al Pniacino mnie rozwalił XD
Ja bym proponował usunąć ten pierwszy film, żeby nie nabijać wyświetleń twórcy AI slopu.
To najciekawszy artykuł o pękaniu drzew, na jaki trafiłem w całym swoim życiu.