Kolejna wiadomość z cyklu: technologię jutra mamy już dziś (poprzednia dotyczyła chipu wykorzystującego ludzkie neurony). Antymateria – ta substancja, która według popkultury posłuży kiedyś do niszczenia miast i napędzania statków kosmicznych – po raz pierwszy opuściła laboratorium. Dokładnie 92 antyprotony udało się zamknąć w metalowej skrzynce wielkości szafy, załadować do ciężarówki i odbyć półgodzinną przejażdżkę po drogach kampusu CERN‑u. Po wszystkim naukowcy z projektu BASE (ang. Baryon Antibaryon Symmetry Experiment) przeprowadzili pomiary i orzekli, że podczas operacji nie zgubiono ani jednej cząstki.
Demonstracja dowiodła, że jesteśmy już w stanie nie tylko produkować i przechowywać antymaterię, ale w razie potrzeby, już wkrótce będziemy mogli również przenosić ją między placówkami. (O tym, dlaczego to istotne z punktu widzenia badaczy pogadamy na koniec).

Nie bali się, że ładunek wybuchnie?
Prawdą jest, że wszystkie kłopoty z antymaterią zaczynają się i kończą na tym, że przy kontakcie ze zwykłą materią dochodzi do anihilacji.

W sensie fizycznym masa obu cząstek znika, zamieniając się w deszcz fotonów gamma. Wszystko w zgodzie ze starym, dobrym równaniem E=mc². Ale jeżeli przez wybuch rozumiesz coś w rodzaju eksplozji dynamitu, która rozwala ciężarówkę i zostawia w asfalcie krater, to absolutnie nie było takiego ryzyka. Pamiętaj, że cały czas operujemy na pakietach cząstek subatomowych, gdzie masa całego ładunku wynosiła w przybliżeniu 1,5 × 10-25 kg. Ponad dwa razy mniej od masy pojedynczego jądra atomu uranu.
Potencjalne spotkanie 92 antyprotonów z 92 protonami zakończyłoby się emisją o energii około 28 nanodżuli. Żebyś zrozumiał: to około 21 razy mniej niż energia kinetyczna komara o masie 2 mg lecącego z prędkością 0,77 m/s. (Zostaw ten kalkulator, chodzi mi tylko o rząd wielkości).
Antymateria w produkowanych ilościach nie jest więc w żaden sposób niebezpieczna, ale pozostaje nieprawdopodobnie delikatna i droga. Dlatego dowiezienie ładunku bez żadnych strat odbiło się takim echem.
No dobra, to jak transportuje się coś, czego nie można dotknąć?
Proponuję podejść do sprawy praktycznie i przejść przez cały ten skomplikowany proces kroczek po kroczku. A zatem:
Jak przewozić antycząstki?
Praktyczny poradnik dla początkujących (i zaawansowanych, bo początkujący i tak nie posiadają akceleratora).
Krok 1: Zbuduj Fabrykę Antymaterii

Antymateria wcale nie jest substancją tak egzotyczną, jak mogłoby się wydawać. Pozytony (złe bliźniaki elektronów) występują w przyrodzie niemal pospolicie. Docierają do nas wraz z promieniowaniem kosmicznym i są emitowane przez każdego banana w trakcie rozpadów potasu K‑40. Problem nie leży w tym, że antycząstek brakuje, tylko w tym, że niełatwo gromadzić je w ilościach użytkowych.
Potrzebna jest zorganizowana taśma produkcyjna. Na tę chwilę jedynym miejscem na Ziemi, które to potrafi na dużą (choć i tak mikroskopijną) skalę wytwarzać antyprotony, jest Fabryka Antymaterii pod Genewą. I tak, Antimatter Factory to oficjalna nazwa tej części infrastruktury CERN‑u.

Jej sercem jest AD (Antiproton Decelerator), czyli maszyna, która robi rzecz uchodzącą w świecie fizyki wysokich energii za perwersję: nie rozpędza cząstek, tylko je spowalnia. Antyprotony rodzą się w wysokoenergetycznych zderzeniach, są hamowane, porządkowane i dopiero kierowane do dalszych procesów.
Cały ten kompleks nie produkuje antymaterii hurtowo w sensie przemysłowym. Z Fabryki nie wyjeżdżają skrzynie, beczki ani nawet próbówki antymaterii – jedynie pakiety cząstek o masie nieprzekraczającej kwadrylionowej części kilograma. Jednak to wystarcza do przeprowadzenia wielu pomysłowych eksperymentów.
Krok 2: NIE wkładaj tego do (zwykłego) pudełka!

Co ty wyczyniasz? Zostaw to pudełko i folię bąbelkową!
Antymaterii nie można ot tak po prostu wsadzić do jakiegoś pojemnika, ponieważ jego ściany zbudowane są z materii i każdy kontakt zakończy się anihilacją. Tym, czego potrzebujesz, jest pułapka pod postacią pola elektromagnetycznego. Antyproton posiada ładunek elektryczny, więc odpowiednio manipulując polem możemy ograniczyć jego ruch. Stworzyć rodzaj niewidzialnego kojca dla kwantowych rozrabiaków.

Zespół BASE wykorzystuje klasyczną pułapkę Penninga, nazwaną tak na cześć holenderskiego eksperta od plazmy i termodynamiki. Jest ona kilkoma rzeczami na raz: małym laboratorium, kriogeniczną lodówką, sejfem próżniowym i elektromagnesem. Za tę ostatnią część odpowiada 600-kilogramowy nadprzewodzący magnes, działający w temperaturze 8 kelwinów. Wygenerowane pole zmusza cząstkę do nieustannego krążenia po spirali między dwiema elektrodami, w górę i w dół, bez dotykania żadnej materialnej powierzchni.
Krok 3: Usuń z otoczenia… najlepiej wszystko

Nawet jeśli antyproton nie dotyka ścianek, to przecież nadal może wpaść na zbłąkaną cząsteczkę powietrza, co również doprowadzi do anihilacji. Wytworzenie doskonałej próżni jest niemożliwe, ale im mniej przypadkowych atomów fruwa po pułapce, tym dłużej antyproton będzie mógł w niej bezpiecznie krążyć. Najlepsze urządzenia opracowane na potrzeby BASE biją pod tym względem rekordy, potrafiąc przechowywać antycząstki nawet przez rok. W przypadku przenośnego BASE-STEP są to średnio dwa tygodnie.
Żeby to osiągnąć, ciśnienie wewnątrz komory obniża się do poziomu poniżej 10-14 Pa, gdzie gęstość niechcianych molekuł spada do około 200 na cm3. Dla porównania, na wysokości niskiej orbity okołoziemskiej, w okolicach Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (400 km nad ziemią), ciśnienie wynosi około 10-8 Pa – jest milion razy wyższe niż w komorze BASE-STEP. Fizycy kwalifikują taki stan jako reżim ultrawysokiej próżni.
Procedura obniżania ciśnienia przebiega w kilku etapach wypompowywania (uwaga: zamiast odkurzacza lepiej użyć odpowiednich pomp turbomolekularnych), przedzielonych “wypiekaniem” komory. Chodzi o to, żeby usunąć nawet przypadkowe molekuły gazów, które mogły osadzić się na ściankach urządzenia. Resztę roboty odwala fizyka niskich temperatur. Gdy pułapka zostaje schłodzona do paru stopni powyżej zera absolutnego, zmrożone powierzchnie zamieniają się w kriogeniczny lep na muchy. Większość atomów, których nie udało się pozbyć, po prostu przymarza do ścianek, zamiast fruwać gdzie popadnie.
Krok 4: Pamiętaj o chłodzeniu

Skoro jesteśmy przy temperaturze. Ekstremalny chłód to cenny sprzymierzeniec próżni, ale przede wszystkim ma znaczenie dla samych antyprotonów, a także sprzętu, który je utrzymuje w ryzach.
Surowe antyprotony opuszczające “linię produkcyjną”, mają energię od 3 do 5 GeV (gigaelektronowoltów) i pędzą z prędkościami bliskimi prędkości światła. Nie da się ich złapać, dopóki nie wytracą energii i nie zwolnią do rozsądnych wartości. Dwie kolejne maszyny zwalniające – AD (Antiproton Decelerator) i pierścień ELENA (Extra Low Energy Antiproton ring) – redukują tę energię milion razy. Dopiero potem cząstki wpadają do pułapki Penninga i są dalej chłodzone przez kontakt z gęstą chmurą ujemnie naładowanych elektronów. Antycząstką elektronu jest pozyton, nie antyproton, więc może wchodzić z nim w interakcję i odbierać nadmiar energii kinetycznej bez natychmiastowej anihilacji. Po niecałych dwóch minutach takich zderzeń temperatura antyprotonów spada do 4 kelwinów, czyli ‑269°C.
Druga kwestia dotyczy nadprzewodzących magnesów, koniecznych do działania pułapki Penninga. Zjawisko nadprzewodnictwa zanika już powyżej 8,2 kelwina, czyniąc magnes bezużytecznym kawałkiem metalu. Pole odpada, antyprotony wylatują z orbity i anihilują z pobliską materią. Żeby temu zapobiec, wykorzystuje się chłodzenie ciekłym helem. W stacjonarnym laboratorium tego rodzaju kriotechnika jest rutyną. Bez stałego podłączenia do prądu, bufor ciekłego helu wystarcza na cztery godziny autonomii. Każda dłuższa trasa będzie wymagała zapakowania do ciężarówki dodatkowego generatora, zasilającego złożony system chłodzący.
Krok 5: Nie potrząsaj

Twoja pułapka musi wytrzymać drgania drogi, zakręty, hamowania i – jeśli korzystasz z dźwigu (a korzystasz, bo maszyneria swoje waży) – moment podnoszenia i opuszczania. BASE-STEP został zaprojektowany na wytrzymanie przyspieszeń do 1 g w każdym kierunku, co z nawiązką zabezpiecza przed standardowymi wybojami i zakrętami towarzyszącymi przejażdżce po szwajcarskich drogach. Niemniej: na wszelkie wypadek jedź płynnie. Drgania nie są tu tylko problemem mechanicznym, ale też termodynamicznym. Wibracje przenoszone na elektrody zaburzają geometrię studni potencjału, co de facto “podgrzewa” uwięzione cząstki. Fizycy nazywają to podgrzewaniem parametrycznym. Energia kinetyczna cząstki wzrasta na tyle, że w pewnym momencie może ona wyskoczyć z pułapki.

Nie wspomniałem jeszcze o tym, że nasze urządzenie posiada nie jeden, a dwa stosy elektrod. Pierwszy działa jak śluza powietrzna: podczas załadunku i rozładunku chroni antyprotony przed cząsteczkami zewnętrznych gazów, które mogłyby przedostać się do układu w czasie otwierania połączeń (o czym za moment). Drugi służy do długoterminowego przechowywania podczas właściwej trasy. Nie chcemy brawura kierowcy uszkodziła którykolwiek z tych systemów.
Pamiętaj też, że nie transportujesz ryb. Nie możesz uchylić wieczka beczki i po prostu sprawdzić, czy wszystko z nimi w porządku. Ładunek możesz monitorować wyłącznie przy pomocy bezdotykowej, pośredniej metody detekcji prądów obrazowych. Antyprotony krążące w polu magnetycznym indukują delikatne zaburzenia, które daje się mierzyć. Jeśli takowe występują, wszystko przebiega jak należy.
Krok 6: Przeparkuj cząstki

Transport to niezłe wyzwanie, ale prawdziwy test nerwów zaczyna się dopiero po dotarciu do celu. Musimy przecież jeszcze przetransferować ładunek z komory BASE-STEP do wyznaczonej instalacji. Nie wystarczy uchylenie drzwiczek i czekanie, aż antyprotony grzecznie wbiegną do zagrody. Musimy połączyć dwa niezależne układy próżniowe, dwa zestawy elektrod i dwie konfiguracje pól, tak żeby podczas całej operacji nie doszło do przypadkowej anihilacji, która cofnie nas do punktu pierwszego.
BASE-STEP posiada w praktyce dwa „poziomy bezpieczeństwa”. Właściwy magazyn antyprotonów to tzw. reservoir trap, natomiast przed nim umieszczono vacuum lock trap – pułapkę wejściowo-wyjściową, która przejmuje na siebie całą brudną robotę związaną z łapaniem i oddawaniem cząstek. Pełni ona rolę analogiczną do śluzy w stacji kosmicznej, pozwalając na bezpieczny transfer zawartości bez rozszczelnienia.
Na ten segment składa się nie tylko kaskada zaworów, pomp i elektrod, ale również aparatura manipulująca konfiguracją pola magnetycznego. Dzięki niej cząstki można wyprowadzać z głównej komory powoli, partiami, zliczać je i delikatnie przepychać do przodu, aż zostaną przechwycone przez pole docelowej pułapki.
Krok 7: Znajdź powód, żeby to robić

Jak widzisz cała ta operacja wymaga nieco zachodu, nie wspominając o kosztach i stresie. Warto więc, żebyś miał naprawdę dobry powód do przewożenia antymaterii.
W przypadku eksperymentu BASE chodzi o badania. Fizycy chcą mierzyć właściwości antyprotonów – moment magnetyczny, stosunek ładunku do masy – a potem porównać te wyniki z pomiarami zwykłych protonów. To jeden z najczystszych testów symetrii CPT, czyli jednej z fundamentalnych zasad fizyki cząstek, zgodnie z którą cząstki i odpowiadające im antycząstki powinny być identyczne co do joty, z wyjątkiem odwrotnego ładunku.
Naukowcy BASE osiągnęli w tym sektorze precyzję rzędu dwunastu miejsc po przecinku, ale uważają, że można ten wynik dalej śrubować. Tyle tylko, że samo miejsce produkcji antyprotonów, nie zawsze jest też najlepszym miejscem do wykonywania ultraczułych pomiarów. Jeśli nie ze względu na brak odpowiedniej aparatury, to w związku z fluktuacjami pola magnetycznego, generowanymi przez instalacje Fabryki Antymaterii.
Stąd idea transportu próbek do innych laboratoriów, takich jak Heinrich-Heine-Universität w Düsseldorfie, gdzie powstaje specjalnie ekranowane laboratorium BASE-HHU. W niedalekiej przyszłości BASE-STEP ma kursować właśnie między Genewą i Düsseldorfem (a później innymi ośrodkami), umożliwiając prowadzenie badań, które w CERN-ie nie wchodziły w grę.
I to jest dobry powód. Oczywiście możesz mieć też inny, bardziej złowieszczy, wyrażany w kilotonach. Powiedzmy skonstruowanie superbroni, która wymaże z mapy Sosnowiec. Nie oceniam, ale musisz wiedzieć, że nawet gdybyś zebrał w jednym miejscu wszystko, co dotąd wyprodukowała Fabryka Antymaterii, nie starczyłoby tego do zagotowania wody w czajniku. Przy obecnych możliwościach przerobowych, zgromadzenie antymaterii w ilości pozwalającej na eksplozję porównywalną z bombą zrzuconą na Hiroszimę, będzie trwało ze sto miliardów lat.
Zastrzeżenie: autor niniejszego poradnika nie ponosi żadnej odpowiedzialności prawnej ani moralnej za próby samodzielnej produkcji antyprotonów oraz anihilowania czegokolwiek w warunkach domowych.

Pozdrawiam z Sosnowca 🙂
Witek
Uważajcie Wy tam w Sosnowcu ;D
O żesz w mordę, ciekawe ile taki antyproton kosztuje, skoro tyle zachodu z produkcją i transportem.
Nie na darmo czasem się mówi, że antymateria to najdroższa istniejąca substancja. Pamiętam, że w jakiejś prezentacji NASA podawano cenę ~100 bilionów dolarów za gram. Do dzisiaj cena pewnie trochę spadła, ale na pewno nadal jest abstrakcyjna. Może zrobię kiedyś dokładniejszy research i nabazgram coś na ten temat.
Gram wydaje się również abstrakcyjną jednostką miary, jeśli mówimy o pojedynczych atomach. Może i antymateria jest niesamowicie droga, ale przynajmniej nikt nam jej nie ukradnie
Potrzymaj mi piwo
Też chcę wiedzieć ile kosztuje jeden antyproton. Pytanie wymagające odpowiedzi.
100 bilionów za gram to chyba za mała cena, bo wychodzi, że 1 antyproton będzie za $1.6E-10.
PS. Veritasium właśnie wypuścił film na ten temat.
Przypomniał mi się film “Cena strachu” (stara wersja).
Bardzo fajny temat i też sama treść artykułu. Dziękuję 🙂
Sosnowiec się zaraz obrazi;)
Oj tam. Początkowo chciałem dać za przykład Bałuty, ale oni mają już dostatecznie ciężko.
Jak przewozić antymaterię? Wiadomo, z najwyższą ostrożnością 😉
Świetny pomysł na taką popularyzację w duchu Adama Słodowego — Zrób to sam!
Będzie artykuł o misji Artemis 2?
Zawsze mam dylemat przy tego typu tematach. Z jednej strony sprawa ważna, ale z drugiej, kiedy wszyscy o czymś piszą to trochę brakuje motywacji. Ale zobaczę, może uda się zrobić na koniec jakieś “streszczenie dla zabieganych”, jak w przypadku lotu Uznańskiego.
Jak zwykle, z ciekawością przeczytałem 🙂
Kiedyś komputery też były wielkości szafy i były skrajnie trudne w obsłudze. Kto wie? Może ten transport to początek rzeczywistego przełomu, który zmieni nasze życie?
Czyli podsumowując wysyłając antymaterię poczta polska nie da rady bo za długo to potrwa, trzeba kuriera. No i przesyłka paletowa bo opakowanie ciężkie. Ciężkie i duże, więc paczkomat odpada. Trzeba dużo folii bąbelkowej i naklejek “ostrożnie”. Tak, jak kiedyś będę zamawiać lub wysyłać antyprotony to będę mieć to na uwadze.
Doskonałe podsumowanie, które z powodzeniem mogłoby się znaleźć w tekście. 🙂
W książce SF Bogdana Prędkiego z 1972 roku p.t “Strefy zerowe” , którą czytałem jako dziecko, miotacz antyprotonòw już był w użyciu…
Zostawiam komentarz, żebyś wiedział że czytamy!
Świetny poradnik…czas się brać do roboty.