Chyba powinienem zacząć od przeprosin. Przez ostatnie kilka miesięcy byłem nieobecny. Robiłem minimum, opublikowałem trochę artykułów (i to całkiem dorodnych), ale poza tym praktycznie zniknąłem. Fanpejdż zamarł, na maile odpisywałem z opóźnieniem, a na komentarze praktycznie w ogóle. Żeby nie było, wszystkie czytałem, ale odpowiedź odkładałem “na później”.
Wybaczcie tę niedyspozycję.
Powód mojej niedyspozycji jest do bólu prozaiczny i wynika ze zmian socjoekonomicznych, jakie dotknęły mnie na początku tego roku. Bez wchodzenia w nudne szczegóły: pracuję równolegle w dwóch zupełnie różnych miejscach. Trzech, gdyby doliczyć blog. Oznacza to, że ostatnie wielgachne artykuły, takie jak ten o wchodzeniu statku kosmicznego w atmosferę albo o biochipie wykorzystującym ludzkie neurony, powstawały w czwartkowe wieczory, piątkowe popołudnia i soboty, zaś ilustracje do nich w niedziele.
Ale nie o tym miałem dziś pisać. W końcu, kto w dzisiejszych czasach ma komfort odpoczywania w weekend albo przesypiania całej nocy?

Niedocenioną zaletą ciągłego zabiegania jest to, że człowiek nie ma czasu na chwilę refleksji. Robi rzeczy, zanim dotrze do niego, że nie mają one sensu. W ten sposób, dopiero po pięciu miesiącach znalazłem moment, żeby sobie popatrzeć jak mój internetowy kwiatuszek kwitnie.
No i patrzę, a tu sterczy uschnięty badyl.
Kiedy sobie klikniecie na stronę główną tego przebrzydłego bloga, w menu po prawej znajdziecie zakładkę z popularnymi wpisami. Tym, co rzuca się w oczy jest fakt, że w tej topowej dziesiątce nie ma ani jednego tekstu z tego roku. Nic dziwnego. Kiedy zacząłem sprawdzać statystyki, okazało się, że żaden z ostatnich kilkunastu (!) artykułów nie przebił granicy 2 tysięcy wyświetleń. (Pomyśl o najgłupszym newsie albo kliknij w przypadkowy filmik z małego, dawno zapomnianego kanału na YT – prawdopodobnie widziało go kilkukrotnie więcej ludzi).
Zaraz po przeprowadzce, kilka pierwszych tekstów jeszcze jako tako żarło. Jednak trend szybko się odwrócił. Bez względu na temat, niezależnie od tego, ile siedziałem nad artykułem, liczby tylko spadały. Trwa to już dość długo, żeby zacząć wyciągać wnioski.
Żeby nie operować na ogólnikach, pozwolę sobie sięgnąć do statystyk strony oraz wyników z ankiety, którą mogliście wypełnić pod koniec ubiegłego roku:
- 89,9% z bywalców AJT trafiło na moją twórczość jeszcze w czasach Kwantowo.
- 86,8% oczekuje ode mnie klasycznych artykułów popularnonaukowych.
- Czytelnicy poniżej 24. roku życia stanowią… 4% całości. Z tego tylko 0,6% to osoby do 18. roku życia. Znacznie łatwiej znaleźć tu emeryta niż studenta czy ucznia.
- 77% osób ma wyższe wykształcenie, z czego 5,6% posiada doktorat.
- 9,8% ankietowanych wspiera moją aktywność na Patronite, ale kolejne 28% zadeklarowało dołączenie do tej elitarnej grupy, jeżeli reaktywuję Kwantowo.
- Na pytanie, co dodać lub zmienić, najwięcej osób (37,5%) wybrało opcję “zmartwychwstania Kwantowo”.
- W otwartym pytaniu o ulubione artykuły, padały niemal wyłącznie tytuły tekstów publikowanych jeszcze na Kwantowo.
- Bonus: Google wciąż nie traktuje AJT zbyt poważnie, w związku z czym nawet zawieszone Kwantowo miało 3 razy więcej wejść z wyszukiwarki od swojego następcy.
Co to wszystko oznacza? Ano to, że Alejakto.pl nie osiągnęło żadnego ze swoich celów. Nie zbudowało ani szerszej, ani młodszej publiczności. Nie odcięło mnie od dawnego kontekstu, ani nie otworzyło drogi rozwoju. To dziecko, które udusiło się w kołysce. A ja otrzymałem dość sygnałów, aby przyznać, że cały ten eksperyment zakończył się fiaskiem. Nie ma się co obrażać – o pewnych rzeczach przekonasz się dopiero, kiedy spróbujesz.
Napisawszy to, nadal odczuwam sympatię do projektu AJT. Podoba mi się spójność tego miejsca, jego pozorna prostota i mariaż nauki z suchym humorem. Jako czytelnik zawsze miałem słabość do takich autorów jak Jorge Cham, Randall Munroe, Jeff Blomquist czy Tim Urban i cieszę się, że mogłem skosztować podobnej formuły popularyzacji. Opracowywanie niektórych tematów było naprawdę niezłą zabawą.
Pozostaje pytanie, co dalej? Skoro niemal wszyscy tu obecni byli czytelnikami Kwantowo i oczekują artykułów w klasycznym stylu, to najrozsądniejsze wydaje się wskrzeszenie Kwantowo (przy błogosławieństwie świętego algorytmu). Z drugiej strony, może po prostu nie mam już nic do zaoferowania polskiemu internetowi i tu czy tam, czeka mnie już tylko agonia. Jeśli tak, to równie dobrze mogę oczekiwać końca tutaj.
Nie wiem i siłą rzeczy brakuje mi obiektywnego spojrzenia na sytuację. Pozostaję otwarty na każdą opcję i chętnie poznam wasze zdanie. Ostatecznie bez aprobaty czytelników żadna inicjatywa nie ma racji bytu.
Tymczasem na Patronite pojawił się nowy, specjalny cel “Reaktywacja Kwantowo.pl”. Nie traktujcie go jako warunek sine qua non – możliwe, że podejmę decyzję o powrocie niezależnie od tego. Jednak jeśli cel zostanie spełniony, z całą pewnością zmotywuje mnie to do szybszego podjęcia tematu. 😉

Lubię zarówno format Kwantowa jak i AJT. Myślę, że zamiast uśmiercać cały projekt można reaktywować Kwantowo, gdzie AJT będzie po prostu osobnym działem.
Istnieje taka możliwość. W tym sensie, że format postów z AJT może się nadać do pewnej specyficznej kategorii wpisów. Właściwie ten blog poniekąd wykiełkował z serii “Ogórkowe pytania” na Kwantowo.
Przeczytałem chyba wszystkie artykuły na AleJakTo i wydaje mi się, że z początku miały one luźniejszą formę, chyba taką jaka była w założeniu, ale z czasem zrobiło się poważnie, bardziej kwantowo-bis. Jestem ogromnym fanem kwantowo i pierwszy kupię książkę, jeśli zdecydujesz się na publikację artykułów z bloga, ale rozumiem Twoje zmęczenie. Nowa forma miała wnieść trochę świeżości, więcej luzu a ludzie i tak oczekują abyś reaktywował bloga kwantowo.pl-może to demotywować. Staram się komentować Twoje artykuły, aby zwiększyć zasięgi i zostawić ślad, ale są one tak dobre i kompletne, ze czasami nie wiem co napisać.…
Niestety osoby <18lat opierają się na rolkach i przekazie obrazkowo-słownym i trudno będzie zgromadzić większą publikę w tym przedziale wieku. Ale z drugiej strony, nie każdy ma wśród czytelników osoby z doktoratem!
Uważam, że AJT ma sens, ale skupiłbym się na artykułach czy zagadnieniach, nie stricte naukowych, a trochę absurdalnych tak jak w kategorii “Pytania różniaste”, a te poważniejsze zostawił dla kwantowo. Humor i Twoje ilustracje są wielką wartością AJT ale może nie wszyscy mają tak wyrafinowane poczucie humoru…
Dla mnie bardzo ciekawy był również artykuł o snajperze.
Cokolwiek zadecydujesz dziękuję, za dostarczanie takich wartościowych treści, dzięki którym nie raz mogłem rozpocząć ciekawą dyskusję w towarzystwie.
To się wzajemnie nakręcało. Kiedy po jakimś czasie okazało się, że zaglądają tu i tak niemal wyłącznie bywalcy Kwantowo, a nowa formuła nie przyciągnęła nikogo z zewnątrz, dość naturalnie zacząłem wracać do starych nawyków i tematów. Część osób dopominała się nawet w komentarzach o więcej fizyki.
Dziwnie piszesz czerstwe. 😀
Cóż, prawda taka że czasy się zmieniły i słowem pisanym nie wykręcisz takich zasięgów jak na Youtube czy innym TikToku. Po prostu.
Młodzież, jak sam widzisz, czytać nie lubi, woli oglądać.
Ja czytam każdy artykuł bo czytać lubię, rozstrzał tematyczny mi nie przeszkadza ani trochę a wręcz przeciwnie no a grafiki są boskie.
Czasem nawet wracam do starszych treści (prokrastynacja to rzecz okropna).
Pytanie czy piszesz bo chcesz, dla zasięgów czy dla pieniędzy (trzecie może wynikać z drugiego ale nie są tożsame)?
Posłużę się przykładem anegdotycznym (swoim własnym). Też mam prywatny projekt którym zajmuję się po pracy. Działam z nim prawie rok, udostępniłem go na początku obecnego roku. Cieszy się dokładnie zerowym zainteresowaniem. Choć nie, miał w tym okresie dokładnie dwa wyświetlenia i jedno pobranie (to nie blog ale coś zupełnie innego).
Ale ja stwierdziłem sobie że kij z tym, robię to bo lubię, bo chciałem zrobić coś czego sam wcześniej szukałem i nie znalazłem jak sieć długa i szeroka.
Jeśli czujesz się wypalony albo przemęczony to odpuść. Będzie szkoda ale Twoje zdrowie jest ważniejsze.
Ale proszę, nie miej nierealistycznych założeń (bloga o tiktokowych zasięgach) bo to niestety tylko droga do rozczarowania 🙁
Ale jednak jest coś pomiędzy 1 tys. a 200 tys. Oczywiście, że słowo pisane nie ma szans na taką uwagę jak film, ale to nie tłumaczy, dlaczego blog nie rośnie, a nawet się kurczy. Dlaczego przez kilka pierwszych miesięcy było obiecująco, a potem nagle zdechło. (Oczywiście spora w tym zasługa pana Zuckerberga, który ściął zasięgi do mikroskopijnych wartości. Tym samym odciął mnie od 38 tys. obserwujących, których przez lata zebrałem).
Oczywiście, że dla zasięgów. Tzn. zasięgi to sprawczość. Bez widowni piszę teksty, ale nie jestem popularyzatorem. Popularyzator musi popularyzować. W innym wypadku to marnowanie czasu, bo upust samej pasji do nauki mogę odnaleźć w samym czytaniu i rozmyślaniach, bez wielogodzinnego ślęczenia nad jakimś akapitem. Czynność pisania może być przyjemna, ale w małych, nieregularnych dawkach. Jak wszystko.
Jeden mały szczegół, który mnie blokuje: mówisz o odpuszczeniu 14 lat pracy. Może niezbyt spektakularnej i niedocenionej, ale jednak pracy.
Skoro dla zasięgów to, obawiam się, musisz się przeprosić z YT i TT. Po prostu.
My, starsi, cenimy słowo pisane ale młodzi muszą mieć obraz.
No i trzeba pamiętać że starsi mają pracę, rodzinę, hobby a młodzi mają czas.
Zresztą sam pisałeś że celujesz teraz w młodszą widownię.
I w pełni rozumiem że nie masz na to najmniejszej ochoty ale (obrażaj się, proszę, bo żadną miarą nie chcę Cię obrazić) odnoszę trochę wrażenie że obrażasz się na cały świat bo czas/Internet nie zatrzymał się 20 lat temu.
Swoją drogą jeśli nie chcesz robić tego sam to może zaprzęgnij do tego AI? Wygenerować kilka grafik, GPT albo inny LLM robi z wpisu na blogu skrót do rolki (albo kilku rolek), Eleven Labs (albo coś innego) robi lektora. Nakład pracy tylko na wejście, potem robi się w zasadzie samo (a przy minimalnych kosztach własnych można to całkowicie zautomatyzować aczkolwiek ja bym tego nie robił — może jestem staroświecki ale nie podpisałbym się pod czym czego przynajmniej nie przeczytałem 🙂
Mi się wydaje, że Ty Adamie doskonale popularyzujesz naukę a w głębi serca chciałbyś popylaryzowac coś innego, a dokładnie siebie. Robisz dobra robotę, nikt w polskim internecie takiej już nie robi. To co robisz, sprawia że ludzie czekają na to co napiszesz i wchodzą na stronę patrząc, czy już jest. Jeżeli chcesz zasiegow, wrzucaj rolki na insta czy tiktok I zaczynaj je od machania dłońmi mówiąc 6–7, ewentualnie skibidi. Zasięgi masz wtedy murowane ale czy o takie chodzi?
Ja na przykład bardziej wolę w formie bloga, bo mogę sobie zajrzeć na niego nawet z pracy.
.
Ja też.
Ale obawiam się że jako już aktywni czytelnicy bloga nie jesteśmy grupą reprezentatywną dla ogółu.
Cóż… mam dwudziestoletniego syna i… dla niego nie istnieje nic co nie jest na YT, czy podobnym… w każdym razie ma być gadane a przekaz wizualny tylko w przypadku bezwzględnej konieczności… słowo pisane natomiast jest wybitnie passé. Nie dotrzesz więc do młodych w ten sposób. Tak, więc jeśli zależy Ci na młodych to załóż kanał na YT, jeśli zaś wolisz nas — starych ramoli, wróć do Kwantowo 😉
Pewnie, że wybieram ramoli. 😉
Kwantowo miało swój specyficzny, elitarny charakter i miło by było powrócić w tamte klimaty. Młodzieży wśród czytelników i tak nie przybędzie, bo nie sądzę, żeby jakikolwiek naukowy temat spowodował wśród nich większe zainteresowanie. Pozostaje stare dobre grono ciekawskich nauki kwantowiczów.
Wielka szkoda, że blog nie cieszy się taką popularnością, na jaką powinien. Sam jako twórca wiem, jak bardzo demotywujący jest brak oczekiwanej reakcji na udostępniane treści.
Najbardziej boli fakt, że wiem, jak jakościowe tworzysz materiały, i wiem też, że to mogłoby serio zażreć, gdyby usłyszała o tym większa liczba osób.
Ale jako fan tego bloga i prawie racjonalista zamierzam spróbować pomóc, a nie racjonalizować i znowu obwiniać o wszystko młodzież.
Zdefiniujmy problem — blog nie jest popularny. Przyczyną jest ogólny upadek sfery blogowej i wzrost popularności strefy wideoblogowej. Jako rozwiązanie widzę 3 opcje:
Pewnie sam myślałeś nad tym tysiące razy, ale może moje rady, jednak okażą się pomocne. W każdym razie bardzo szanuję twoją twórczość i mam nadzieję, że uda Ci się ją kontynuować w przyjemny i satysfakcjonujący sposób.
Wybiorę wersję bezpieczną, przynajmniej na razie. Z YT jest ten problem, że nie posiadam środków i czasu na kolejne podejście do tej zabawy. Mogę tylko zastanawiać się, co by było, gdybym poszedł za ciosem i nie przerwał tworzenia “Kwnatowych pigułek”. Wtedy blog prosperował nieźle, więc traktowałem to jako zupełnie uboczny projekt. Ale patrząc na to, że niektóre z tamtych filmików miały po kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń — był potencjał.
napiszę tak prosto z trzewi. ludzi z kwantowo masz dziwnych, innych, przydałoby się więcej takich, tylko jak ich znaleźć. takich tekstów jak u Ciebie — jakościowych, wyczerpujących i przystępnych zarazem — po prostu nie ma.
doskonale rozumiem sytuacje, w których ręce i cycki opadają. powinieneś w tej sytuacji przeprowadzić chyba jakąś autodiagnozę, czy masz chęci i siły na pisanie. i albo to piznąć wszystko w cholerę, albo nieść ten krzyż dalej, albo ryzyk-FIZYK — schować Kwantowo i AJT za paywallem i sfalsyfikować hipotezę o wierności czytelników.
Już kilka osób radziło mi pisanie za paywallem. Mam wątpliwości “ideologiczne” — chowając swoje teksty jeszcze bardziej ograniczyłbym sobie dostęp do nowych osób. Póki co, wolałbym nie iść w tę stronę.
Tak jak napisałem na Kwantowo pod postem je uśmiercającym, Kwantowo osiągnęło naprawdę duże zasięgi, jeśli wziąć pod uwagę język (polski) i medium (pisane). Pół żartem mógłbym powiedzieć, że udało ci się zebrać na blogu wszystkich ludzi w Polsce, którzy czytają blogi popularnonaukowe 😉
Jeśli miałbym próbować coś doradzić w kwestii zwiększenia zasięgów (zwłaszcza wśród młodszej publiki), to byłoby to rozgałęzienie na inne medium poza blogiem. Pewnie nawet bardziej TokTok niż Youtube. Przy czym proponuję rozejrzeć się za kimś chętnym do kooperacji, kto zająłby się takim kanałem, a ty pozostań przy tym co robisz najlepiej, czyli pisaniu tekstów.
Porównywanie bloga do rolek z TT nie ma sensu — inne medium, inna ścieżka percepcji. Ja to widzę tak, że nawet wśród miażdżącej większości Passatów (TikTok, YT, itp) nie ma powodu aby nie jeździły znacznie rzadsze Porsche, Lamborghini (Kwantowo, AJT).
Jakąkolwiek wersję ostatecznie przyjmiesz i tak pozostanę wiernym czytelnikiem.
Moje dzieciaki 12 lat i 9 również wolą krótkie formy. Chociaż staram się w nich zaszczepić sympatię do wszelakich filmów popularno-naukowch na YT jest to trudne bo wymaga od niech dłuższego skupienia. Choć lubię czytać i na Kwantowo i tu przeczytałem pewnie wszystko to lubię także obejrzeć Astrofazę, Bunkier nauki czy Doktora z Tik Toka. Ponieważ lubię oglądać także napisy końcowe chciałbym pogratulować współpracy z tym ostatnim przy odcinkach o Challengerze i Columbii. Co do reaktywacji Kwantowa to jestem za ale jak wzmocnić jego zasięgi nie wiem. Cokolwiek zrobisz będę śledził z ciekawością tyo dawaj znać gdzie Ciebie znaleźć.
————————————-
„A tak w ogóle to…” ja już 4 raz jadę każdy post na Kwantowo. Kończę i po miesiącu na nowo. Zlituj się Pan 🙂
————————————-
kwantowo miało że tak powiem aure kosmosu. blogi sa coraz mniej popularne najlatwiej wejsc na niego z wyszukiwarki po aktualnie popularym tytule wiec mysle ze dobrze wrzucic czasami cos o czym sie obecnie mowi,a pózniej juz sie zaciekawią bo teksty sa naprawde dobre
ps mam 18lat
Ten przywilej niestety lubi szybko przemijać 😁
To jest dołujące. Jako czytelnik widzę co trochę nowe wpisy, jestem patronem, jest fajnie, wpisy są różnorodne, ciekawe, dobrze napisane, pełne odnośników do źródeł. No i nie można zapomnieć o rysunkach bo to też często złoto. Ale co roku czy to na kwantowo czy tutaj przychodzi ten czas kiedy jest wpis o tym jak to popularność ciągle i ciągle spada mimo prób odbicia się i wprowadzania jakiś zmian. I to jest przykre bo zarówno z tego bloga jak i z kwantowo jestem zadowolony, zwłaszcza kiedy tematyka się nieco poszerzyła i można przeczytać o w sumie to czymkolwiek, ważne że ciekawym. Ale to się nie przekłada na cyferki, a to zabija motywację, zwłaszcza że obok są dwie prace. Zmęczenie jest jak najbardziej zrozumiane i spodziewane. Ja osobiście nie mam pojęcia co można zrobić. Może powrót do formy wideo? Czytanie starszych tekstów wraz z prezentacją, nie wiem na ile to by działało, ale wydaje się dość prostą formą skoro teksty już są. Ech. Nie ważne czy tutaj czy na kwantowo, ważne że będzie co czytać. Może nawet nie być tak często jak zawsze, można zrobić jakąś przerwę na regenerację, ale straszna szkoda by była coś takiego kończyć.
pytanie kiedy i jaki miałeś największy zasięg?
No cóż Panie Adamie…
…“być albo mieć” jak sugerował chociażby Adaś Miałczyński w za małej budce telefonicznej. Z drugiej strony Freddie Mercury śpiewał “I want it all and (w dodatku) I want it now” więc może faktycznie nie ma się co ograniczać? 😉
Nie studiowałem statystyk ale podejrzewam, że rzadko który z użytkowników internetu ma akurat do przetransportowania garść antymaterii, albo planuje w niedalekiej przyszłości wchodzić z dużą prędkością w atmosferę. Chyba nie trafia Pan w “żywotne potrzeby całego społeczeństwa”? To praktyczni ludzie są — większość chyba po prostu chce zjeść kebaba. 😉 [może na ten temat nauka też ma coś do powiedzenia? – kurde… na pewno ma ;)))]
Pisze Pan świetnie — rzeczowo, ciekawie, przystępnie, dowcipnie. Ma Pan swój niepowtarzalny styl. Ale ta aura rozgoryczenia zasięgami wciąż temu towarzyszy. Zastanawiam się czasem co można z tym zrobić (jeszcze nic spektakularnego nie wymyśliłem – może coś proponowanego w innych komentarzach), ale często dochodzę do wniosku że może lepiej nic. Bo to że publika nie potrafi czegoś docenić to może problem publiki jest po prostu. Przynajmniej wg mnie.
No ale filozofować to se łatwo, a proza życia jest jaka jest. Zatem (piszę to wbrew sobie i zapewne narażając się niejednemu miłośnikowi kwantowo/AJT) skoro zbieramy się tu pod banderą racjonalizmu to trzeba to wszystko racjonalnie wypośrodkować. Poświęcić tym projektom nie więcej czasu/środków/energii niż to dla Pana warte, ale nie rzucać też tego w diabły bo na kilometr czuć, że to produkt czystej pasji jest. A to rzadkość coraz większa.
No i my – miłośnicy musimy wzmóc wysiłki co by wskaźnik satysfakcji podskoczył panu Panie Adamie jakoś zauważalnie!
Jak napisał @edek Kwantowo miało “aurę kosmosu”. Potwierdzam! AJT jest w sumie miałkie i miałoby szanse na jakieś powodzenie tylko przy codziennych (lub częstszych) wpisach. Przed Tobą stoi decyzja — czy piszesz dla siebie, czy dla zasięgów i kasy?
Po pierwsze: masz polskiemu internetowi DUŻO wiecej do zaoferowania, niż 99,9% użytkoników, którzy zostali wylansowani przez algorytm. To nie twoja wina, że AJT się nie powiodło. To wina celowego działania firm technologicznych, które konsekwentnie zmieniają społęczeństwo w zatomizowane stado zombie-fonoholików.
Po drugie: popieram pomysł reaktywacji Kwantowo.
Twoje teksty — czy to na Kwantowo, czy tu — to jest złoto. No ale człowiek taki już jest, że na ogół woli inne tematy i prostsze rozkminy. Wydaje mi się, że popularyzacja nauki w internecie to jest tytaniczny wysiłek w zamian za niewielką satysfakcję. Ale w Tobie jest zapał, a w nas ciekawość. Razem mamy wszystko.
A to, pod którym adresem pojawi się więcej dobroci, ma dla mnie mniejsze znaczenie.
Chyba podobnie jak inni miłośnicy tego bloga, spodziewałem się takiego wpisu a zarazem miałem nadzieję, że to prędko nie nastąpi. W końcu to już taka nasza świecka, smutna tradycja… 🙁 Temat jest poważny i wymaga zastanowienia. We wpisach jest sporo pomysłów, które warto najpierw przemyśleć. Bo choć pomysł dobrze wygląda na e‑papierze, jego skutki mogą być wręcz odwrotne do zamierzonych.
Dlatego nie będę udawał, że mam w zanadrzu jakieś remedium a zajmę się drobiazgiem, który naturalnie sam wypłynął a może mieć związek z głównym problemem.
“Kiedy sobie klikniecie na stronę główną tego przebrzydłego bloga, w menu po prawej znajdziecie zakładkę z popularnymi wpisami.”
Otóż ja na tablecie z Androidem i w popularnej przeglądarce Opera niczego takiego nie widzę. Jest tam tylko lupa wyszukiwarki. Po lewej stronie jest ikona menu typu sandwich, która otwiera margines. Na oko jest on pusty ale coś tam musi być bo klikanie w ten obszar powoduje zaznaczanie jego fragmentów i przeskoki czerwonej kropki. Jeśli nowi użytkownicy zaglądający tutaj też tak mają, to raczej ich to nie zachęca do pozostania dłużej.
Wiem, że utrzymanie takiej strony to masa ciężkiej pracy (właściwie tylko się domyślam), ale pewne rzeczy trzeba dociągnąć do końca żeby był efekt.
Po “upadku” Kwantowo plułem sobie w brodę, że ciągle odkładałem zostanie patronem. To by pewnie nic nie zmieniło, ale ziarnko do ziarnka… W każdym razie naprawiłem swój błąd z AleJakTo. Naprawdę szacun za to co robisz, marzy mi się książka, ale perspektywy są jak widać nieciekawe…
Zastanawiam się natomiast czy nie rozważałeś współpracy z jakimś portalem — wiem że nie ma zbyt wielu polskich stron o takim charakterze, ale przychodzi mi do głowy eksperymentmyslowy.pl. Może lepiej być jednym z kilku autorów niż ciągnąć wszystko samemu?
Ja myślę, że to jednak coś zmienia.Jeśli czytelnictwo i poparcie nie jest tak szerokie jakby autor pragnął, niestety znacznie mniej liczne, to chociaż niech będzie głębokie, bardziej konkretne. To kupa roboty a hosting pewnie też swoje kosztuje.
P.S.
Nie działa menu po lewej — po kliknięciu rozwija się panel, ale nic na nim nie ma. Przeglądam z telefonu.
Dobra, pokontemplowane, a teraz artykuł dej : ))
Za darmo to każden by chciał, a robić nie ma komu!
😉
Mam 59 lat, średnie wykształcenie i też zaczynałem od Kwantowo.pl. Nie byłem i nie jestem regularnym czytelnikiem, ale zaglądam chętnie. Może uda się przy reaktywacji Kwantowo przemycić jakieś treści z Alejakto? Może jakieś Kwantino? Zależałoby mi aby nadal był Pan do znalezienia w Internecie, ale żeby też Pan miał z tego jakąś frajdę. Życzę powodzenia. Pozdrawiam serdecznie
Ja tu trafiłem dopiero w czasach Ale Jak to?, kwantowo kojarzę, ale nie byłem bywalcem. Osobiście mi właśnie taką formuła, popularna i humorystyczna najbardziej pasuje. Ale odroszone kwantowo zapewne też będę czytał.
Niestety, Twoje słowo pisane jest zżerane przez ai i wyświetlane bezpośrednio w wyszukiwarce a ruchu do źródła nie ma (nawet jeśli jest podlinkowane źródło).
Jedynie możesz się pocieszyć ze takie treści jak Twoje są wysoko wartosciowane na etapie treningu ai co oznacza ze przynajmniej gotowy model nie zwraca glupot jeśli są w nim takie treści jak Twoje. Wiem marna pociecha.
Jedyne rozwiązanie to wejść w filmiki, podcasty (robić tak żeby ścieżka audio dała się słuchać jako podcast).
Dla starszych ludzi (jak to brzmi, mam 40tke) wychowanych na blogach, forach, grupach przykre jest na to wszystko patrzeć, jak internet umiera.
Mimo wszystko są takie miejsca jak Twoje blogi, bez nich zostanie sam rynsztok ai slop. Mam nadzieję ze będziesz kontynuował. Dzięki za to co robisz:)
Próba Podsumowania
Jeśli blog pójdzie w kierunku: jeszcze lżejsze Alejakto, filmiki, podkasty itp. to pewnie da się trochę podkręcić statystyki ale nie wiadomo czy w zadowalającym stopniu. Wtedy jednak stopnieje twardy “elektorat”, nieliczny ale wierny i skłonny wyłożyć z kieszeni te parę złotych na pokrycie kosztów działalności. Swoją drogą 10–20 zł to cena jednej kawy w Warszawce, a taką kawę zetki pijają na pewno nieraz w miesiącu…
Gusty mogą być różne ale trzeba przyjąć do wiadomości stwierdzony fakt, że eksperyment Alejakto nie zdał egzaminu. Wyszło co najwyżej Jakotako…
Najlepiej rokuje powrót to formuły Kwantowo, konsolidacja zdeklarowanych fanów bloga plus próby poszerzenia tej grupy, zwłaszcza poprzez przyciąganie młodszych. Jak to zrobić? Na razie nie wiadomo… ale nie od razu Kraków zbudowano. Coś trzeba wymyślić jako antidotum na krecią robotę Googla i YouTube’a.
Może na początek pomogą wierni czytelnicy na zasadzie akcji “podaj dalej” wśród krewnych i znajomych? Jeden zwerbowany młody może przyciągnąć innych młodych. Starzy tego nie dokonają bo generalnie młodzi ich nie słuchają…
Czytałem wszystko na tym blogu
Pozdrawiam autora
I znowu wracamy do tematu… Tylko Youtube — sam subskrybuje jakieś 150 kanałów około naukowych i nie potrafię zrozumieć dlaczego nie idziesz tą drogą? Z takim talentem do pisania i nawet humoru MUSISZ odnieść sukces ale — kilka uwag które można rozważyć albo pominąć 🙂
i dokończę bo się nie zmieściłem — cała literatura którą przeczytałeś, umiejętność zadawania celnych pytań, ironia to MUSI wydać — szlag mnie trafia że taki Pitala robiąc filmy na zasadzie — w sumie nie wiadomo ale obejrzyjcie reklamę — ma pół miliona subskrybcji a TY z takim backgroundem analizujesz statystyki ze świata który umarł. Trzeba się pogodzić z tym że czytanie to już teraz prawie snobizm:)
Nie wiem jak inni, ale ja zaproponuje reaktywację Kwantowo w trybie jak najszybszym. Nie wiem, dlaczego oczekiwałeś że się tutaj dzieciarnia zleci, co mieli robić — nazywać Ciebie pan Szkiełko i Oko? Młodzież siedzi na insta a nie czyta vlogi.
Dla mnie Ale Jak To jest kontynuacją Kwantowo i szczerze mówiąc nie widzę zasadniczych różnic, ale pewnie jestem ślepy.
Wykonujesz wspaniałą robotę, a co zrobić, żeby była bardziej potrzebna? Przyszła mi do głowy wersja angielska, tylko, że to ogrom dodatkowej pracy, a perspektywy mgliste…
Inny pomysł: podcast dostępny w popularnych aplikacjach podkastowych — rozmowy z naukowcami, popularyzatorami nauki, ale też pseudonaukowcami. Również anglojęzycznymi. To mogłoby być coś wspaniałego, o ile oczywiście dobrze byś się czuł w takiej formule. Rozmowy, być może skrócone, przeredagowane, autoryzowane„ albo nie, mogłyby by trafiać też na bloga, albo do książki, którą w końcu wydasz.
Jak będę miał jeszcze jakieś głupie pomysły, to się nimi podzielę.