Ostatnio internet szepnął mi do uszka, że istnieje brutalnie prosty, czysto mechaniczny sposób na sprawdzenie, która bateria alkaliczna jest nowa, a która zużyta. Bez wsadzania ich do lampki czy używania instrumentów mierniczych. Według tej metody, podobno wystarczy upuścić baterie z pewnej wysokości na twarde podłoże: stare wyraźnie się odbiją, nowe znacznie słabiej.

Głupie. Bateria to nie piłka, tylko mała puszka na prąd.
Czekaj. Trik nie może być zupełnym nonsensem, ponieważ doczekał się poważnego badania, przeprowadzonego przez inżynierów i fizyków materiałowych z Princeton. Wyniki zostały opisane na łamach Journal of Materials Chemistry A w 2015 roku.
Ale po co iść na łatwiznę? Tak się składa, że mam pod ręką parę bateryjek, blat, a nawet jakąś linijkę. Pomyślałem więc, że zanim zasiądę do lektury artykułu naukowego i sobie wszystko zaspoileruję, przeprowadzę własny test. (Jak prokrastynować, to aktywnie!)
Wybebeszyłem większość domowych urządzeń odnajdując dwie zdechłe baterie (czy mówiąc poprawniej technicznie: ogniwa alkaliczne) typu AA firmy Duracell. Do towarzystwa wyciągnąłem z pudełka dwie nówki dokładnie tego samego rodzaju i producenta. Następnie skonstruowałem prowizoryczną “prowadnicę” z pociętej plastikowej butelki, przykleiłem w środku linijkę, a na przeciwko tego chwiejnego układu umieściłem smartfon z kamerą w trybie nagrywania slow motion.

Kończąc przygotowania do eksperymentu miałem odrobinę wątpliwości. Prawdę mówiąc obawiałem się, że nawet jeżeli zjawisko istnieje, to różnica będzie milimetrowa i niezauważalna w tak niedoskonałych warunkach.
Zostałem jednak pozytywnie zaskoczony. Już po wykonaniu pierwszych rzutów nie miałem wątpliwości: różnica jest wyraźna. Oto jak od blatu odbijały się baterie świeżo wyjęte z opakowania:

Natomiast tak podskakiwały baterie wyładowane:

Jeszcze zestawienie całości, gdyby ktoś tego nie widział:

Dla pewności rzutów wykonałem przynajmniej kilkanaście, ale rezultaty za każdym razem prezentowały się podobnie. Baterie naładowane odbijały się na wysokość niecałych 10 centymetrów, podczas gdy te zużyte potrafiły osiągać nawet 5 centymetrów więcej. To samo potwierdzili naukowcy z Princeton, choć ubrali to w ładniejsze słowa:
Wykazano, że współczynnik restytucji baterii alkalicznych rośnie wraz ze wzrostem głębokości rozładowania. W niniejszej pracy, wykorzystując nieniszczące testy mechaniczne, zmiana współczynnika restytucji została porównana z danymi uzyskanymi metodą dyfrakcji rentgenowskiej z dyspersją energii in situ, aby określić przyczynę makroskopowej zmiany współczynnika restytucji.
Tylko dlaczego to działa?
Musimy na moment zajrzeć do wnętrza ogniwa alkalicznego. (To ważne: sztuczka nie dotyczy akumulatorów litowych, niklowo-metalowych (NiMH), litowo-jonowych i tak dalej).

Każda pospolita bateria AAA (“paluszek”) oraz AA (ten grubszy “paluszek”) koniecznie musi mieścić w swoim cylindrze dwie warstwy. Zewnętrzną katodę, czyli elektrodę dodatnią oparta o dwutlenek manganu (MnO2); oraz wewnętrzną, oddzieloną przepuszczającym jony separatorem, elektrodę ujemną – anodę – zawierająca cynk (Zn).
Nas interesuje tylko anoda. Nie tworzy jej czysty lity cynk, tylko proszek cynkowy, zawieszony zwykle w roztworze wodorotlenku potasu (KOH) – całość przybiera konsystencję żelu lub pasty. Podczas pracy anoda oddaje ładunki do katody, czemu towarzyszy proces utleniania cynku. W efekcie, w miarę rozładowywania ogniwa, w środku zaczyna gromadzić się tlenek cynku (ZnO).
To ten związek jest cichym sprawcą całego zamieszania.
Kiedy bateria schodzi z taśmy produkcyjnej, jej wnętrze wypełnia gęsta, plastyczna pasta. Cząsteczki przesuwają się względem siebie swobodnie, więc kiedy opuszczasz baterię na twardy blat, energia uderzenia zostaje pochłonięta przez mięciutką masę. Anoda działa wtedy jak bardzo skuteczny mechanizm tłumiący drgania i zmniejszający sprężystość układu.
Jednakże, kiedy paluszek się rozładowuje, utleniona pasta zmienia swoją strukturę. Od zewnątrz aż do rdzenia masa zaczyna sztywnieć. Skupiska tlenku cynku tworzą molekularne mostki, składające się na sieć o wyjątkowej sprężystości. I ma to sens, bo tak się składa, że tlenek cynku jest również wykorzystywany m.in. przy produkcji… piłek golfowych.
Czyli zużyta bateria głęboko w sercu jednak jest piłką…
Tak, ale nie radzę przesadzać. Po pierwsze, każdy rzut może uszkodzić ogniwo. Po drugie, test odbicia ma bardzo ograniczoną wartość diagnostyczną – nie pozwala precyzyjnie ocenić stopnia rozładowania baterii. Badanie w Princeton dowiodło, że “usieciowienie” pasty cynkowej nie postępuje liniowo. Wysokość odbić rośnie na początku, ale mniej więcej na półmetku zużycia baterii ulega stabilizacji.

Żeby to wyjaśnić fizycy prześwietlili rentgenem badane paluszki i sprawdzili, jak zmieniała się struktura ich wnętrzności w miarę rozładowywania. Zauważyli, że większość mostków ZnO formuje się jeszcze zanim bateria osiągnie połowę swojego życia. Później reakcja nadal przebiega, ale na tyle wolno, że nie zmienia to już wyraźnie sprężystości.

Oznacza to tyle, że próba odbicia pozwoli ci odróżnić baterię nową od starej, jednak nie sprawdzisz w ten sposób, czy bateria jest martwa, prawie martwa, czy zużyta tylko w 60%.
Mimo to, mit należy uznać za potwierdzony: rozładowywane ogniwo naprawdę zmienia swoje właściwości mechaniczne. I można to zobaczyć na własnym biurku. Niby nic, a cieszy.
A TAK W OGÓLE TO… Wszyscy wiedzą, ale nie zawadzi przypomnieć: kiedy już skończysz zabawy z rzucaniem bateriami, pod żadnym pozorem nie wyrzucaj ich do kosza ze zwykłymi odpadami. Muszą one trafiać do selektywnej zbiórki i recyklingu, ponieważ zawierają substancje, które nie powinny lądować w glebie czy ściekach (np. MnO2 to neurotoksyna). Dlatego zużyte paluszki grzecznie zanosimy do punktów zbiórki w supermarketach, sklepach z elektroniką, drogeriach albo centrach recyklingu. To proste, bezpłatne i realnie ogranicza szkody środowiskowe. A przy okazji może pozwolić na odzyskanie części surowców.

Ciekawe… ale pozostanę przy mierniku uniwersalnym 😉
Ciekawe jaka była historia za powstaniem tego “life hacka”. Ktoś kiedyś musiał przecież zauważyć taką zależność żeby ją posłać dalej w świat.
Kto by się spodziewał, że do odkrycia, że zużyte baterie w głębi serca są piłkami, potrzebny będzie butelkowy akcelerator grawitacyjny! O takie badania naukowe nic nie robiłem 😉 Uważam że trzeba to przesłać do ministerstwa — jak to zobaczą, to od razu zwiększą budżet na naukę do tych 3–4% PKB — to nasza jedyna szansa 😀
Btw w piosence Pet Shop Boys zamiast tańczącego domino powinno być:
Watch them all fall down
(All day, all day)
Batteries bouncing
A tak na serio to kolejny fajny artykuł 🙂
Świetny artykuł, ja jak kolega wcześniej wspomniał również wybiorę pomiar moim Brymenem 869S 🙂
Troche cringe wyszedl z tym flexowaniem sie tutaj 🙂