Wszechświat się rozszerza. Wiemy o tym od czasów pionierskich obserwacji Edwina Hubble’a i do dziś nie budzi to większych wątpliwości wśród kosmologów. Mniej oczywista pozostaje kwestia tempa tej ekspansji. Czy po upływie 13,8 miliarda lat przestrzeń kosmiczna rozrasta się w sposób stały? Spowalnia? A może jeszcze przyśpiesza? Odpowiedź jest o tyle interesująca, że zadecyduje o przyszłości i rodzaju śmierci wszechświata.
Przez ponad ćwierć wieku badacze przychylali się ku ostatniej opcji. Analizy z lat 90. mocno sugerowały, że wszechświat nie tylko pęcznieje, ale rozrasta się coraz szybciej. Jednak zgodnie z najnowszą publikacją fizyków z Uniwersytetu Yonsei w Seulu, część bardzo istotnych pomiarów, na których oparto obecne poglądy, mogła zostać błędnie zinterpretowana. A ponieważ temat jest szalenie trudny, niektóre quasi-naukowe portale zdążyły już narobić informacyjnego bałaganu.

Podkreślę więc na starcie, że nikt nie zanegował samego faktu rozszerzania wszechświata, ani podstaw teorii wielkiego wybuchu. Rzeczywisty spór, który rozgrzewa naukowców, zresztą nie od wczoraj, dotyczy konkretnego modelu – oznaczanego w żargonie jako Lambda-CDM.
Żeby cokolwiek zrozumieć z tego zamieszania, musimy cofnąć się o trzy dekady.
Świat nauki rozgrzewała wówczas rywalizacja dwóch niezależnych grup badawczych, kierowanych przez najbardziej utalentowanych astrofizyków tamtego pokolenia. Jedną była kalifornijska ekipa The Supernova Cosmology Project, prowadzona przez Saula Perlmuttera. Drugi projekt, pod nazwą The High‑z Supernova Search Team, realizowali Brian Schmidt i Adam Riess z australijskiego Obserwatorium Mount Stromlo.
Oba zespoły polowały na bardzo konkretny rodzaj odległych obiektów astronomicznych: supernowe typu Ia.
Supernowa to taka wybuchająca gwiazda, prawda?
Owszem, ale eksplozje mogą przebiegać w różny sposób. Typ Ia występuje w przypadku ciasnych układów podwójnych, gdzie jednym ze składników jest zwykła gwiazda ciągu głównego (jak nasze Słońce), a drugim biały karzeł – mała i gęsta pozostałość po śmierci innej niedużej gwiazdy.

Biały karzeł pełni w tym związku rolę toksycznego partnera, który zachłannie podkrada materię od swojej towarzyszki. Ściąga na siebie plazmę sąsiedniej gwiazdy, a gdy jego masa przekroczy pewną krytyczną granicę, dochodzi do potwornej reakcji termojądrowej. Obiekt zostaje rozerwany na strzępy w malowniczej eksplozji.
Błysk jest na tyle jasny, że wyróżnia się na tle całej galaktyki i ziemskie teleskopy są w stanie zarejestrować go z odległości milionów, a nawet miliardów lat świetlnych.

Jednak najważniejsze jest to, że biały karzeł zawsze wybucha w podobnym momencie, zanim osiągnie limit wynoszący ~1,44 masy Słońca (tzw. granica Chandrasekhara). Dzięki temu supernowe Ia przebiegają w przewidywalny sposób i emitują zbliżoną ilość energii.
Co nam daje ta przewidywalność?
Pomyśl o przestrzeni kosmicznej, jak o dużym ciemnym pomieszczeniu, w którym świeci się jedna punktowa żaróweczka. Jeżeli nie znasz mocy żarówki, trudno będzie ci ocenić, czy masz do czynienia ze słabą lampką znajdującą się dość blisko, czy może jasną, ale leżącą nieco dalej. Jeżeli jednak wiesz, że za ten model odpowiada firma produkująca wyłącznie żarówki o określonej mocy i rozumiesz, że jasność maleje z kwadratem odległości – masz wszystko, co potrzebne, żeby obliczyć dystans między tobą i źródłem światła.
Astronomowie naprawdę lubią takie przewidywalne zjawiska, ponieważ mogą na nich polegać. Nazywają je świecami standardowymi.
Zespoły Perlmuttera, Schmidta i Riessa zidentyfikowały łącznie około stu supernowych Ia z różnych zakątków wszechświata. Dla każdej wykreślili krzywą blasku, szacując jej odległość. Następnie mierząc przesunięcia linii spektralnych, ustalali jak szybko się od nas oddalają. Zestawiając te dane, obie ekipy niezależnie od siebie ogłosiły, że rozszerzanie przestrzeni nie tylko trwa, ale nabiera tempa.

Nie był to wcale oczekiwany wniosek! Jeszcze przed zebraniem danych większość badaczy spodziewała się, że wszechświat już dawno powinien zacząć hamować. Gdyby obstawiali pieniądze, poszliby z torbami.
Dlatego tamte wyniki uznano za przełomowe. Dlatego Saul Perlmutter, Adam Riess i Brian Schmidt w 2011 roku podzielili się Nagrodą Nobla w dziedzinie fizyki. Dlatego też w literaturze zaroiło się od takich pojęć jak stała kosmologiczna (zaczerpnięta od Einsteina), czynnik Λ (lambda), kwintesencja, czy najpopularniejsza ciemna energia. Wszystkie te fantazyjne terminy były próbą nazwania tajemniczego ujemnego ciśnienia, rozpychającego wszechświat we wszystkich kierunkach.

Dodając do tej układanki zagadkę zimnej ciemnej materii (cold dark matter), otrzymujemy oszałamiający wniosek: aż 95% materialno-energetycznej treści wszechświata, pozostaje przed nami ukryte. Właśnie ten wstydliwy pogląd kryje się pod formalną etykietą Lambda-CDM.
Dobrze, ale gdzie tu miejsce na nowy pomysł Koreańczyków?
W nowej publikacji pięciu uczonych – Young-Wook Lee, Junhyuk Son, Chul Chung, Seunghyun Park oraz Hyejeon Cho – wyraziło wątpliwość, dotyczącą samej podstawy wcześniejszych analiz. Bo co, jeżeli eksplozje supernowych typu Ia wpuściły nas w maliny? Co jeżeli świece standardowe, na których polegały zastępy kosmologów, wcale nie są aż tak… standardowe?
Powiedziałem już o maksymalnej masie, jaką może osiągnąć biały karzeł. Wynika ona z równowagi pomiędzy ciśnieniem zdegenerowanych elektronów wewnątrz obiektu, a próbującą go zmiażdżyć siłą grawitacji. Jeżeli takie ciało przekroczy 1,44 masy Słońca (M☉), balans zostaje zachwiany, co kończy się kolapsem i niekontrolowaną reakcją termojądrową.

Pamiętam. Powtarzasz się.
Teraz muszę nieco namącić. Granica Chandrasekhara (od nazwiska wspaniałego indyjskiego astrofizyka) to tak naprawdę górny fizyczny limit wytrzymałości białych karłów. Żaden obiekt tego rodzaju nie może być zatem masywniejszy niż 1,44 M☉, ale jak najbardziej może eksplodować wcześniej. Jeden pęknie osiągając 1,42 M☉, inny przy 1,40 M☉, jeszcze inny 1,35 M☉ i tak dalej. To oznacza, że emitowane sygnały nie są absolutnie identyczne, co przy bardzo precyzyjnych pomiarach ma znaczenie.
Badacze nie uwzględnili czegoś tak oczywistego?
Uwzględnili, nie tu leży problem. Naukowcy od dawna wiedzą, że nawet supernowe Ia mają swoje odchyły i nauczyli się je rozpoznawać. Po pierwsze, słabsze eksplozje charakteryzuje szybciej opadająca, węższa krzywa blasku (korelacja szerokość-jasność). Po drugie, ich światło jest zwykle bardziej przesunięte ku czerwonej części widma (korelacja kolor-jasność). Na tej podstawie kalibrowano rejestrowane sygnały do wspólnego standardu.
Według zespołu z Seulu właśnie na etapie kalibracji coś przeoczono.
Koreańczycy uważają, że opisane wyżej korekty jasności – przez kształt krzywej blasku i kolor – nie dają prawidłowych wyników, jeżeli nie naniesie się dodatkowej poprawki, dotyczącej wieku obserwowanych obiektów.
Brzmi jak jakiś astronomiczny ageizm. Co ma jedno do drugiego?
Lee i jego zespół przeanalizowali dane z 300 galaktyk, w których zaobserwowano supernowe Ia. Następnie używając spektroskopii, próbowali ustalić przeciętny wiek tworzących je gwiazd. Zestawiając dane dostrzegli, że istnieje silna korelacja pomiędzy wiekiem populacji gwiazd w galaktykach, a odchyleniami w jasności supernowych. Z jakiegoś powodu w młodszych galaktykach supernowe wypadają średnio odrobinę słabiej, od tych w galaktykach starszych.

Rzecz w tym, że co do zasady więcej młodych gwiazd zawierają galaktyki odleglejsze (o wyższym przesunięciu ku czerwieni, oznaczanego literką z). Wynika to z prostego faktu, że patrząc daleko w głąb wszechświata dosłownie oglądamy historię. Im dalej leży obiekt, tym bardziej archiwalny obraz dociera do naszych teleskopów.

Dlatego też w artykule możemy przeczytać, że pomiędzy galaktykami sąsiednimi (z=0) a tymi oddalonymi o 7,7 miliarda lat świetlnych (z=1), średni wiek zbadanych populacji gwiazd różni się o około 5,3 miliarda lat.
Jeśli to prawda, to światło odległych (młodych) świec standardowych było dodatkowo przygaszone, zaburzając naszą perspektywę. Nie leżą one aż tak daleko, jak się zdawało, a wszechświat nie powiększa swoich rozmiarów w takim tempie, jak sugerowały dawne analizy.
Domniemany błąd wynosi 0,03 magnitudo na każdy miliard lat. A ponieważ różnice w średnim wieku gwiazd w badanych galaktykach mają sięgać nawet 5,3 miliarda lat, korekta jasności dla supernowych może wynosić w skrajnym przypadku prawie 0,16 magnitudo. Teoretycznie to wystarcza, żeby wyraźnie zreinterpretować dane i nadwyrężyć dotychczasowe modele.
Jak bardzo nadwyrężyć?
Autorzy artykułu pokazali, że gdyby wprowadzić poprawkę z wieku do największych zestawów danych (Pantheon+ i DES-SN5YR), to przestają one wspierać pomysł ciemnej energii o stałej wartości. Model Lambda-CDM należałoby zastąpić modelem w0waCDM, gdzie ciemna energia ewoluuje w czasie. Publikacja sugeruje przy tym wartości w0 = ‑0,34 oraz wa = ‑1,9, co znaczy tyle, że ciśnienie ciemnej energii już słabnie.
Wszechświat raczej nie wrzuci jutro wstecznego, ale zdaniem autorów zdjął nogę z gazu.

Otwiera to na nowo dyskusję na temat przyszłych losów wszechświata. W modelu Lambda-CDM galaktyki uciekałyby od siebie bez końca. Gwiazdy i cała reszta materii powolutku ulegałyby wypaleniu, wygaszeniu i rozpadnięciu, aż do pełnego triumfu entropii.

W modelu w0waCDM wszystko zależy od tego, jak bardzo osłabnie ciemna energia. Może być tak, że wszechświat dalej będzie rósł i zmierzał ku śmierci cieplnej – ale tempo ekspansji na pewnym etapie zostanie ustabilizowane. Natomiast niewykluczony staje się też scenariusz, w którym pewnego dnia ciemna energia zacznie przegrywać z grawitacją. Galaktyki zaczną zmierzać z powrotem ku sobie, aż do wielkiego kolapsu.

Nie żeby jeden finał był z naszego punktu widzenia szczególnie przyjaźniejszy od drugiego.
Pora już na wymianę podręczników?
Zdecydowanie lepiej poczekać. Czytając doniesienia prasowe, rzeczywiście można odnieść wrażenie, że sprawa została przesądzona. Niektórzy przytaczają nawet, że badanie miało bardzo wysoką pewność na poziomie 5,5σ (sigma), co miałoby kończyć dyskusję.
Trzeba to jednak uściślić. W publikacji rzeczywiście pada wartość 5,5σ, ale dotyczy ona wyłącznie korelacji między jasnością świec standardowych, a wiekiem ich galaktyk-gospodarzy. Innymi słowy, na wykresach widać pewną zależność i zdaniem badaczy mało prawdopodobne, aby dane mogły się tak ułożyć w wyniku zupełnego przypadku.

Na razie więc dostaliśmy tylko interesujący argument statystyczny. Zupełnie osobna jest kwestia, czy owa statystyka koniecznie podważa model przyśpieszającego wszechświata. Bo nawet prawdziwa korelacja, nie musi być równoznaczna z przyczynowością.
Łatwo tu o pomyłkę, na co zwraca uwagę sam Adam Riess – jeden z noblistów z 2011 roku. Tak się składa, że już wiele lat temu w szerszych i dokładniejszych badaniach dostrzeżono inną zależność. Według niej supernowe Ia są przeciętnie jaśniejsze w galaktykach o większej masie oraz ciemniejsze w tych o masie mniejszej. Dodając do tego fakt, że galaktyki odległe, uformowane bliżej wielkiego wybuchu, są często drobniejsze (nie jest to twarde prawo, ale widać tendencję), może okazać się, że sam wiek był tu tylko przypadkowym świadkiem. A ma to takie znaczenie, że akurat korelacja masa-jasność jest już uwzględniana we współczesnych przeglądach nieba. Nanoszenie obu poprawek – zarówno z wieku jak i masy – nie ma sensu, ani uzasadnienia.
Nie brakuje też wątpliwości natury technicznej i metodologicznej. Czy uśredniony wiek galaktyki można wprost odnosić do wieku konkretnego białego karła? Czy możemy zakładać, że krzywe blasku zmieniają się dokładnie w taki sposób, żeby udawać efekt przyśpieszania wszechświata? Czy powinniśmy stawiać takie tezy, nie znając astrofizycznego mechanizmu, stojącego za domniemanym przyciemnieniem młodych supernowych? Zespołowi z Seulu obrywa się od ekspertów również za wykorzystanie przestarzałych, kiepskiej jakości danych, gdzie część supernowych nawet nie musi należeć do typu Ia.
Napisawszy to, mimo wszystko trzymam za Koreańczyków kciuki. Nie da się ukryć, że kosmologia już jakiś czas temu weszła w stan turbulencji. Nie wiadomo, czy wyjdzie z nich w jednym kawałku, ale szukanie wyjścia ewakuacyjnego to w tej sytuacji całkiem przytomny pomysł.
A TAK W OGÓLE TO… Jeden z problemów w tej dyskusji jest taki, że nie znamy astrofizycznej przyczyny, która miałaby uzasadniać rzekomą zależność jasności świecy standardowej od wieku galaktyki-gospodarza. Wiemy, że jednym z czynników wpływających na blask supernowych jest syntezowany w czasie kolapsu białego karła nikiel-56. To niestabilny izotop, który przez swoją promieniotwórczość dodatkowo nagrzewa rozrzuconą materię, podbijając jasność supernowej. Co do wieku: artykuły z roku 2003 i 2008 sugerują, że wybuchy młodych gwiazd produkują więcej niklu-56, więc powinny być nieco mocniejsze. To jednak kolejny kłopot dla Lee i jego partnerów, bo ich wniosek brzmi dokładnie odwrotnie: supernowe w młodych (odległych) galaktykach powinny być średnio słabsze.

Prędkość światła nie jest stałą. Nie bylo żadnego wielkiego wybuchu. To tylko iluzja. Pozdrowienia dla wszystkich, szczególnie dla autora.
Ciebie też nie było.
Jednak mnie zobaczysz. Pozdrowienia
To tylko iluzja. Pozdr.
Widzę że nieliczny akceptują odmienne zdanie. Szkoda. Pozdr z Chorwacji.
Uwielbiam takie artykuły. Bardzo mi brakuje kontentu o tak wysokiej jakości, jednocześnie napisanego w świetnym stylu. Mam też fioła na punkcie kosmosu, więc — dziękuję.
Dzięki za głębokie i merytoryczne podejście do tematu a przy tym język zrozumiały dla odbiorcy! Chciałbym, żeby odkrycie okazało się prawdziwe i doszło do jakiegoś przełomu w kosmologii. Taki ferment nie zaszkodzi fizyce, a wręcz przeciwnie 🙂
Dziękuję za artykuł, poranna kawa smakuje przy nim o wiele lepiej. Czytając go przypominają mi się czasy kiedy jeszcze kwantowo.pl funkcjonowało pełną parą i tłumaczyło w dostępny sposób rzeczy które wydają się bardzo skomplikowane.
A czy to nie jest tak, że w gwiazdach w młodych galaktykach jest więcej pierwiastków lekkich, a w starszych galaktykach wodór został już “przepalony” i jest więcej domieszek cięższych, zsyntetyzowanych pierwiastków? Czy może mieć to wpływ na moment wybuchu, skład wrzucanej chmury, a co za tym idzie jasności supernowej?
Swoją drogą niesamowite jest, że prowadząc obserwacje astronomiczne od marnych kilkudziesięciu lat (pomijam lata przed radioteleskopami i profesionalnyni obserwatoriami), jesteśmy w stanie tak wiele powiedzieć o wszechświecie.
Niestety na takie fascynujące nowinki moja żona ma sprawdzoną odpowiedź: “a co to zmienia w moim życiu?”
Kiedys w innej sytuacji, w innym kontekscie, powstal tekst na Kwantowo, gdzie Autor przytoczyl list do innej osoby mającej podobne (choc inne) dylematy co twoja żona :). Pozwolę sobie podrzucic linka (choc nie linka, bo Disquss by zablokowal zapewne): (https)www_kwantowo_pl/2020/06/01/dlaczego-latamy-w-kosmos-list-do-anji-rubik/
tylko proszę — podrzuć link, linka to jest bezpieczeństwa
No to teraz czekamy na niezależne potwierdzenia. Najlepiej spoza Korei.
Ostatnio Koreańczycy wymyślili nowy nadprzewodnik i wiemy jak to się skończyło 😉
“Bo nawet prawdziwa korelacja, nie musi być równoznaczna z przyczynowością” — Oooops! Ciekawe, że nie ma Pan takich wątpliwości w przypadku Globalnego Ocieplenia. :))
Owszem, nie mam. Ale bardzo łatwo takie wątpliwości u mnie wzbudzić. Wystarczy wskazać inną, co najmniej równie dobrą przyczynę nagłego wzrostu globalnej średniej temperatur; oraz wyjaśnić, w jaki sposób drastyczny wzrost stężenia CO2 – o którym wiemy, że jest gazem cieplarnianym – mógłby nie wpłynąć na tenże wzrost temperatury. Pisałem o tym w jednym z artykułów osiem lat temu: http://www.kwantowo.pl/2017/06/04/globalne-ocieplenie-mitem/
Tutaj taki alternatywny czynnik został wskazany: masy galaktyk. W ogóle trudno porównywać ciężar dowodowy w tych dwóch sprawach.
?