W pierwszej połowie sierpnia internet zalały grafiki chromowanych mam-botów z przezroczystymi brzuchami, gotowymi na przyjęcie ludzkich płodów. Ilustrowały one niesamowitą historię chińskiego naukowca, niejakiego Zhanga Qifenga. Badacz reprezentujący firmę Kaiwa Technology oraz Uniwersytet Technologiczny Nanyang w Singapurze, miał pracować nad pierwszym robotem, wyposażonym w sztuczną macicę, zdolnym do podtrzymania pełnej ciąży, od zapłodnienia do porodu.
Technologia wyrwana żywcem z odcinka “Czarnego lustra”, znajdowała się rzekomo na bardzo zaawansowanym stadium rozwoju. Większość doniesień powtarzała informację o istnieniu prototypu, zaprezentowanego na World Robot Expo w Pekinie, który miał być wypuszczony na rynek już w 2026 roku. Podawano nawet orientacyjną cenę, wynoszącą około 100 tys. juanów (~50 tys. złotych). Co by nie mówić całkiem niską, zważywszy na to, z jakim przełomem mamy do czynienia.
W ten oto sposób dostaliśmy murowanego faworyta do tytułu największego naukowego fake newsa tego roku.
Musiały minąć dwa tygodnie, zanim któryś z dziennikarzy, skontaktował się z Uniwersytetem Nanyang i usłyszał, że… żaden dr Zhang Qifeng u nich nie pracuje. Kaiwa Technology nie istnieje. Nie było żadnej prezentacji. Nikt w Singapurze nie kończy, ani nawet nie zaczyna pracy nad robotyczną surogatką. Wszystko zostało zmyślone.
Ups.
Przypuszczalnym źródłem tego kłamstwa był chiński portal Kuai Ke Zhi. “Przypuszczalnym”, ponieważ osobiście nie mogę wejść na tę stronę (być może w związku z blokadą Great Firewall of China) i tego zweryfikować.
W każdym razie ktoś z zachodu podchwycił tę rewelację, która w zaledwie parę dni obiegła cały świat. Niezweryfikowana pogłoska przebiła się nie tylko do tabloidów, ale również do serwisów technologicznych, medycznych, religijnych, a nawet do manosfery.

I o ile mogę szukać usprawiedliwień dla małych blogów i amatorskich stronek, o tyle nawet potężny Newsweek, powielił tę bajkę, przywołując na dodatek cytat nieistniejącego naukowca. Mając do dyspozycji renomę, budżet i całą redakcję – to już kryminał.
Cała ta sytuacja przypomina mi trochę historię Rangi Diasa, którą relacjonowałem w ubiegłym roku. Banglijski fizyk z Uniwersytetu Rochester pochwalił się odkryciem pierwszego materiału wykazującego cechy nadprzewodnika w temperaturze pokojowej. Zapachniało Noblem lub chociaż Medalem Wolfa. Jednak potem stało się coś zaskakującego: Nature i inne czasopisma, zaczęły wycofywać rewolucyjne publikacje Diasa, a uczelnia wszczęła śledztwo w sprawie swojego pracownika. Fizyk okazał się fałszerzem i plagiatorem.
Sytuacja nie jest oczywiście taka sama. Wtedy przynajmniej istniał realny punkt zaczepienia w postaci artykułów na łamach poważnych czasopism. No i w odróżnieniu od Zhanga, Dias naprawdę żył i publikował. Bliźniacze jest natomiast to, że w obu przypadkach media nie potrafiły zachować się jak należy, nawet po obnażeniu oszustwa.
Zdecydowana większość portali, która obwieściła nadejście przełomu w temacie nadprzewodnictwa, nie zadała sobie później trudu, żeby poinformować swoich czytelników, że wyniki badań jednak zostały sfabrykowane. Ba, były i takie portale, które powielały news o “odkryciu” Diasa, kiedy ten już został wyrzucony z uniwersytetu.
Z tego co widzę, w przypadku chińskiego robota-surogatki dostajemy ten sam pokaz dziennikarskiej nieodpowiedzialności. W tej niechlubnej kategorii przoduje Onet. Największy polski portal podzielił się fake newsem Pierwszy na świecie robot z macicą, już dzień po tym, gdy w internecie pojawiły się pierwsze artykuły, dowodzące, że mamy do czynienia z bzdurą. Reszta albo po cichutku usunęła notki, albo olała temat. Chyba tylko dwa z kilkudziesięciu sprawdzonych przeze mnie serwisów, pokusiły się o opublikowanie sprostowania.

Co na to wszystko nauka? Czy sztuczna macica może kiedyś powstać?
Na razie jesteśmy na etapie badań nad wsparciem skrajnie wcześniaczych noworodków w środowisku zbliżonym do macicy. Tu zachodzi pewien postęp, czego dowodem jest projekt EXTEND zespołu ze Szpitala Dziecięcego w Filadelfii, nazywany też obrazowo biotorbą. W 2017 naukowcy opisali eksperyment, w ramach którego ich system przez cztery tygodnie podtrzymywał rozwój jagniąt, z wykorzystaniem pępowiny podłączonej do krążenia pozaustrojowego i torby wypełnionej płynem, naśladującym wody płodowe.

Piszę o tym, bo to fajna ciekawostka, ale też cenny kontekst, który uzmysławia, że skonstruowanie pełnowartościowej sztucznej macicy – zdolnej do zastąpienia ludzkiej matki przez pełne dziewięć miesięcy – na tę chwilę jest całkowitą fantazją. I poważnemu dziennikarzowi naukowemu, powinna zapalić się czerwona lampka.

Uff, na razie “madki polki” mogą spać spokojnie, dalej brać zasiłki i żebrać na forach.
Z innej beczki, gdzie znaleźć teraz “poważnych dziennikarzy naukowych”? Chyba pozostaje już tylko Scientific American… ale nie wiem jak długo jeszcze.
-10 już…
Mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Idę na rekord 😉
Jak dla mnie nie musi być, poważny, nawet wolę, gdy ma poczucie humoru. Ważne, aby był rzetelny, wtedy także Sci. Amer. nie jest już tak wysoko w rankingu, a z drugiej strony nie rozumiem porównania, tam piszą głównie naukowcy o talencie z zakresu popularyzacji nauki, bardzo niewielu jest jednocześnie dziennikarzami.
To chyba oczywiste, że chodziło o “poważny” w sensie “rzetelny”, “odpowiedzialny”, nie “ponury”? A pisząc o nauce dla szerokiego grona odbiorców tego pisma, naukowcy występują de facto w roli dziennikarzy. I to wyjątkowo kompetentnych.
BTW Czy ty jesteś może prawnikiem?
Broń cię (mnie) Panie dziejku.
Dobrze że chociaż tutaj jest jeszcze miejsce w internecie, gdzie został poważny dziennikarz naukowy 😉 Sam temat ciekawy i zmusza do zastanowienia w jakim kierunku dalej pójdziemy jako ludzkość. Co do publikacji mediów to z jednej strony jest to zatrważające, ale co gorsze — nie robi to już żadnego wrażenia, podobnie jak zachowania polityków, o których była mowa w jednym z poprzednich tekstów. Widziałem te tytuły i chociaż żadnego nie przeczytałem ani nie obejrzałem, to gdzieś z tyłu głowy miałem tego newsa i nie pomyślałbym tak na gorąco że to zwykły fejk — dzięki! Przypuszczam że większość osób która to widziała już się nie dowie, że to fejk…
Oj nie, nie, wypraszam sobie! Nie mam nic wspólnego z zawodem dziennikarza i w ogóle do tego nie aspiruję. 😉
No właśnie, nawet znając poziom większości portali i tak zaskakuje mnie, że coś tak niewiarygodnego (Sztuczna macica w przyszłym roku? W cenie samochodu?) zostało bezwiednie powtórzone przez tyle stron.
“Przypuszczam że większość osób która to widziała już się nie dowie, że to fejk…”
Ja też ale ponieważ ten news szybko im utonie w morzu podobnych sensacji, nie ma to większego znaczenia.
Tak się właśnie na początku artykułu zastanawiałem, po co pakować sztuczną macicę do robota, skoro główną trudnością jest w ogóle jej skonstruowanie.
Ale powiem wam że o ile jakieś onety i rmfy mnie nie dziwią, o tyle ktoś zatrudniony w focusie powinien mieć jakieś rozeznanie i powinna zapalić mu się wspomniana “czerwona lampka”
Przyczyn jest kilka, jedną z istotnych jest “konkurencja” na poziomie “kto szybszy, a jeśli nie najszybszy, to najszybszy w danym języku, albo przynajmniej w trencie (dez)informacyjnym. To wywołuje nierealne oczekiwania terminowe/ilościowe od pracodawców i dalej łańcuch zdarzeń opartych w dużej mierze o mechanizm przyczyna->skutek.
Kurde, ale ja za Kwantowo tęsknię!
Janie, ja tak samo.
To zróbmy tak: 4k na Patronite i reaktywujemy Kwantowo. Jeżeli choć ułamek obserwujących blog rzeczywiście tęskni, to taki próg powinien zostać przekroczony leciutko. 😉
Nawet jakby powstała to po co dorabiać do niej nogi ręce i głowę ???
Niby taki robót miałby jeść??
Jak ktos się na to nabrał to albo dlatego że nie zna możliwości obecnej nauki albo zakłada że jak coś napisane to musi być prawda